Forum

Forum

 

jeśli jesteś gotów .... zapraszamy na forum: forum.e-budda.pl

 



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
17/10/2017
QUOTE:
Kiedy spotkasz na swojej drodze Buddę, zabij go...
Trzeba go jednak najpierw spotkać, i może to jest ta wartość, bez której reszta nie ma sensu. :P

Mimo używanych metafor, do czego poniekąd zmusza poezja, rozmawiamy wyłącznie o obrazkach, o wyobrażeniach, o koncepcjach. Nauki wraz z rozwojem praktyki przewidują wyjście poza koncepcje, również poza tę, która tworzy obraz Buddy i buddyjskiej ścieżki rozwoju. Wyjście poza jest dla mnie równoznaczne z 'zabiciem' Buddy. Ko Un próbuje wyjść, szuka drogi, która nie jest drogą, ale nią jest. I właśnie o takiej drodze czytam w naukach Mahamudry (wadżrajana).

Podsumowując, napiszę tak, żebym nie wiem jak, próbowała przyglądać się obu buddom - temu 'posągowemu' i temu 'o ludzkiej twarzy' – widzę tylko umysł. Taka refleksja zatem mi się wyłoniła pod wpływem podwójnego zapatrzenia:

musi być taki jak ja
musi być inny niż ja
wtedy go zabiję?


Pozdrawiam, gt
:hello:

Statystyki: autor: GreenTea — wt paź 17, 2017 00:28



Buddyzm Mahajana • Re: Historia Buddyzmu Koreańskiego
16/10/2017
Cześć,
QUOTE:
Maum to jest koreańskie słowo oznaczające umysł. Buddyści koreańscy często mówią o hanmaum - "nieskończonym umyśle". Koreański buddyzm niekiedy używa wyjaśnień tak esencjonalistycznie brzmiących, że w ogóle mnie to nie dziwi, że ktoś to rozumie jako duszę. Prawdę mówiąc wydaje mi się też czasem, że z punktu widzenia "użytkowego" tych nauk o to właśnie chodzi - żeby oprzeć się na koncepcji czegoś stałego i wiecznego. Buddologicznie to niepoprawne, ale sens imho jest ten sam. Jak się poczyta np Daehaeng Sunim to podejście "esencjonalistyczne" bardzo rzuca się w oczy.
sorry, że tak trochę offtopicuję, ale jestem ciekaw czy jest to to samo podejście, które np. prezentował Kōshō Uchiyama w swoim eseju "Jaźń osadzająca się w sobie samej"?
QUOTE:
Jak właśnie powiedziałem, buddyzm jest religią, która nie podnosi kwestii boga. Jaka zatem istnieje podstawa spokoju umysłu? Na tym właśnie zasadza się fundamentalne nastawienie buddyzmu. W przeciwieństwie do postawy kłaniania się przed Bogiem chrześcijaństwa lub jakimś bogiem innej religii, podstawowym aspektem buddyzmu jest jaźń osadzająca się w prawdziwej, nieruchomej jaźni. Zazwyczaj jesteśmy powodowani swoimi niestabilnymi myślami, ale fundamentalnym aspektem buddyzmu jest osadzanie się w naszej prawdziwej, niezaprzeczalnej, niewzruszonej jaźni, bez ulegania wpływom takich myśli.

Statystyki: autor: piotr — pn paź 16, 2017 19:49



Buddyzm Mahajana • Re: Historia Buddyzmu Koreańskiego
16/10/2017
QUOTE:
QUOTE:
Co znaczy koreańskie słowo maum?

- Dom duszy - miejsce, gdzie mieszka umysł, słowo nieprzekładalne na polski, a bardzo popularne w Korei. Termin jest wieloznaczny, każdy może rozumieć go na swój sposób. Książka, którą zilustrowałam, to jedna z interpretacji tego słowa: metafora duszy jako architektury domu. Dlatego chciałam, żeby sama książka w jakimś sensie przypominała konstrukcję budynku. Wykorzystałam niewdzięczne dla każdego ilustratora i wydawcy zgięcie książki, by stworzyć coś w rodzaju animacji. Ilustracje zmieniają się w zależności od tego, pod jakim kątem otwieramy kolejne strony
.
Maum to jest koreańskie słowo oznaczające umysł. Buddyści koreańscy często mówią o hanmaum - "nieskończonym umyśle". Koreański buddyzm niekiedy używa wyjaśnień tak esencjonalistycznie brzmiących, że w ogóle mnie to nie dziwi, że ktoś to rozumie jako duszę. Prawdę mówiąc wydaje mi się też czasem, że z punktu widzenia "użytkowego" tych nauk o to właśnie chodzi - żeby oprzeć się na koncepcji czegoś stałego i wiecznego. Buddologicznie to niepoprawne, ale sens imho jest ten sam. Jak się poczyta np Daehaeng Sunim to podejście "esencjonalistyczne" bardzo rzuca się w oczy.

A Iwona Chmielewska to w ogóle jest z Torunia (duma) ;)

Pzdr,
Piotr

Statystyki: autor: iwanxxx — pn paź 16, 2017 11:54



Dharma/Dhamma • Re: jak to jest z buddystami?...
16/10/2017
QUOTE:
QUOTE:
rzekłaś :) :padam:

Hej :)

nie chciało mi to przez klawisze przejść, trzy dni męczyłam posta. Właściwie powinnam podziękować Agniete, że swoimi refleksjami sprowokowała mnie do głębokiej pracy umysłowej.
Dzięki zatem, Agniete :lowe2:


pozdrawiam, gt

To ja dziekuje za odpowiedz :)

Statystyki: autor: Agniete — pn paź 16, 2017 11:31



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
16/10/2017
QUOTE:
Ale odnaleźć własną drogę do celu wskazanego przez Buddę? Bo, jeśli tak, to pierwotna inspiracja i tak przyszła wraz z tym "posągowym, o złotej nieruchomej twarzy", jak to odrzucić?
To dobre pytanie: co tu jest pierwotną czy też podstawową inspiracją? Czy to, co nas zafascynowało i przyciągnęło w pierwszej chwili, czy może to, co okazało się najważniejsze, choć być może odkryliśmy to dopiero po pewnym czasie? Te dwie kwestie nie muszą być rozdzielne; u różnych ludzi i w różnych sytuacjach to też różnie wygląda. Można zatrzymać się na poziomie fascynacji tym "posągowym, o złotej nieruchomej twarzy" i bronić tej wizji za wszelką cenę lub odrzucić ją razem z całym nauczaniem Buddy. Można od początku przeczuwać, że za tą gładką powłoką kryje się coś więcej i tego szukać... Można też znaleźć inspirację w czymś innym niż złoty posąg (w końcu buddyzm nie jawi się tylko w tej postaci...), zafascynować się od początku drogą, na której obiecują nam jedynie pot, krew i łzy, a potem odkryć na niej całkiem przyjemne rzeczy :)
Mówiąc inaczej: w którymś momencie musimy sobie uczciwie odpowiedzieć na pytanie, co jest naszym celem. Czy szukamy ideału obiecywanego przez tego "posągowego, o złotej nieruchomej twarzy", który daje nam złudzenie doskonałości i cudownego rozwiązania wszelkich problemów, czy autentycznego samorozwoju, który musi prowadzić przez kryzysy i rozczarowania?
W praktyce przy dokonywaniu wyboru ścieżek życiowych, także religii, inspiracja rzadko jest od początku dojrzała i realistyczna, częściej właśnie wyidealizowana. Nie dotyczy to tylko religii, lecz także innych kwestii, jak wybór zawodu. Na przykład ktoś chce zostać lekarzem, bo pragnie pomagać cierpiącym ludziom. Wyobraża sobie siebie w białym fartuchu, jak ramię w ramię z innymi pełnymi poświęcenia aniołami dokonuje cudów: zwalcza choroby i ratuje ludzkie życie, przywraca prawidłowe funkcje organizmu, poprawia komfort... I dość szybko zderza się z rzeczywistością: niedoskonałością wiedzy, ograniczeniami w dostępie do nowoczesnych lekarstw i metod, brakiem czasu, zmęczeniem, odmiennymi motywacjami kolegów, głupotą, nieodpowiedzialnością i niewdzięcznością pacjentów... Są tacy, którzy rezygnują z zawodu. Inni gorzknieją i robią się cyniczni. Na szczęście wielu odnajduje bardziej dojrzałą motywację. Akceptują, że nie są "bogami" obdarzonymi supermocami, lecz po prostu ludźmi, robiącymi coś dla innych ludzi, pomagającymi im na miarę swoich niedoskonałych możliwości i zmagającymi się z nieuchronnymi porażkami. I właśnie dzięki temu niekiedy dokonują cudów :)
Wracając do początkowego pytania: nawet jeśli pierwotna inspiracja przyszła wraz z tym "posągowym, o złotej nieruchomej twarzy" (która okazuje się maską, a nie prawdziwą twarzą), to jednak trzeba odrzucić oferowane przez niego złudzenia i nieprawdziwe przekonania, by dojść do celu wskazanego przez Buddę. Kiedy spotkasz na swojej drodze Buddę, zabij go...

Serdeczności :poklon2:

Statystyki: autor: beala — pn paź 16, 2017 06:31



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
16/10/2017
QUOTE:
Tylko wtedy, gdy odczuwamy dysonans i pozwalamy mu wybrzmieć w sobie i zaburzyć wyidealizowany obrazek (taaaki ładny!), możemy się zmierzyć z prawdą i odnaleźć dzięki temu własną drogę.

Ale odnaleźć własną drogę do celu wskazanego przez Buddę? Bo, jeśli tak, to pierwotna inspiracja i tak przyszła wraz z tym "posągowym, o złotej nieruchomej twarzy", jak to odrzucić?


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — ndz paź 15, 2017 23:20



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
15/10/2017
QUOTE:
Nic nie przynosi więcej rozterek, wątpliwości i trudnych decyzji, jak właśnie wyidealizowany (spreparowany) obrazek.
Ujęłabym to odrobinę inaczej: rozterki i wątpliwości mogą się pojawić, kiedy dostrzega się rozziew pomiędzy idealnymi wyobrażeniami a rzeczywistością. Jednak reakcje na to doświadczenie są różne: można mu zaprzeczać, wypierać, negować, by za wszelką cenę - także samooszukiwania się i utraty kontaktu z własnymi odczuciami - utrzymać komfortowy i pozornie spójny obraz świata; można się też z nim skonfrontować, co zrobił Ko Un, a co wymaga dużej determinacji. Tylko wtedy, gdy odczuwamy dysonans i pozwalamy mu wybrzmieć w sobie i zaburzyć wyidealizowany obrazek (taaaki ładny!), możemy się zmierzyć z prawdą i odnaleźć dzięki temu własną drogę. Odrzucenie nieporuszonego i niezmiennego "posągowego Buddy o złotej nieruchomej twarzy" stwarza szansę na przebudzenie "żywego buddy o ludzkiej twarzy", nie jest to jednak proces łatwy ani bezbolesny... Ale masz absolutną rację, że bez przejścia przez fazę konfrontacyjną dojście do "żywego buddy" nie jest możliwe

Serdeczności :poklon2:

Statystyki: autor: beala — ndz paź 15, 2017 21:55



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
15/10/2017
QUOTE:
Więcej możemy się nauczyć z kontaktu z czyimiś rozterkami, wątpliwościami, trudnymi decyzjami niż z podziwiania wyidealizowanego, a właściwie spreparowanego obrazka.

Nic nie przynosi więcej rozterek, wątpliwości i trudnych decyzji, jak właśnie wyidealizowany (spreparowany) obrazek. :hyhy:
Chcę przez to powiedzieć, że, według mnie, jest on wręcz niezbędny, żeby móc przejść przez tę konfrontację, przez którą przeszedł Ko Un. Bez zestawiania idealnych wyobrażeń z faktycznymi stanami świadomości nie ma właściwie praktyki. I dla mnie cały urok twórczości zaprezentowanej wyżej tkwi w tym, że Ko Un pokazał konieczność przejścia przez fazę konfrontacyjną. A zatem, nieporuszony i niezmienny "posągowy Budda o złotej nieruchomej twarzy" budzi "żywego buddę o ludzkiej twarzy" – tak bym to ujęła.


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — ndz paź 15, 2017 20:51



Dharma/Dhamma • Re: jak to jest z buddystami?...
15/10/2017
QUOTE:
rzekłaś :) :padam:

Hej :)

nie chciało mi to przez klawisze przejść, trzy dni męczyłam posta. Właściwie powinnam podziękować Agniete, że swoimi refleksjami sprowokowała mnie do głębokiej pracy umysłowej.
Dzięki zatem, Agniete :lowe2:


pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — ndz paź 15, 2017 20:25



Dharma/Dhamma • Re: jak to jest z buddystami?...
15/10/2017
witaj Pani
QUOTE:
Dorzucę coś z własnego doświadczenia. Może to zabrzmi okrutnie w tym momencie, ale z punktu widzenia praktyki buddyjskiej, istotne jest głównie to, co zrobiliśmy sami. Nic poza indywidualnym procesem akcja/reakcja nie ma właściwie większego znaczenia, bo właśnie ten proces warunkuje z chwili na chwilę karmę. Nim jednak cokolwiek w obu członach procesu będzie można świadomie zmieniać, najpierw trzeba je zauważyć, objąć świadomością, a do tego potrzebna jest uważność. 'Niedobry buddysta', jeśli posiada pełną wiedzę o celu praktyki i przyjętych metodach pracy (zajmuje to trochę czasu, nie jest proste ogarnąć tę pełnię, i też nikt nie czeka na jej osiągnięcie, wykonuje się w międzyczasie robotę wskazaną przez nauczyciela), jest, inaczej mówiąc, nieuważnym buddystą. Najzwyczajniej w świecie przegapia momenty, które 'krzywdzą'. No chyba, że wcale ich nie nazywa 'krzywdzącymi'. Może też mieć kłopoty z zastosowaniem antidotum neutralizującego negatywne działanie, gdy jednak 'krzywdę' sobie uświadomi.

Przyczyn skutkujących brakiem uważności, wyobraźnią interpretacyjną, która chroni ego, lub też niezdolnością do inicjowania wyłącznie pozytywnych zachowań i neutralizowania negatywnych, nie da się rozpoznać na zewnątrz (inni), one tkwią w sposobie funkcjonowania umysłu, czyli po wewnętrznej stronie (my sami). Praktyka stwarza warunki do odkrywania stopniowo, jak działa umysł, choć nie jest to jej ostatecznym celem.
rzekłaś :) :padam:

pozdrawiam
:14:

ps
wytłuszczenie moje

Statystyki: autor: kunzang — ndz paź 15, 2017 19:26



Dharma/Dhamma • Re: jak to jest z buddystami?...
15/10/2017
QUOTE:
Istnieje tez opcja, ze osobnicy ci byli po prostu niedobrymi ludzmi ;)

Dorzucę coś z własnego doświadczenia. Może to zabrzmi okrutnie w tym momencie, ale z punktu widzenia praktyki buddyjskiej, istotne jest głównie to, co zrobiliśmy sami. Nic poza indywidualnym procesem akcja/reakcja nie ma właściwie większego znaczenia, bo właśnie ten proces warunkuje z chwili na chwilę karmę. Nim jednak cokolwiek w obu członach procesu będzie można świadomie zmieniać, najpierw trzeba je zauważyć, objąć świadomością, a do tego potrzebna jest uważność. 'Niedobry buddysta', jeśli posiada pełną wiedzę o celu praktyki i przyjętych metodach pracy (zajmuje to trochę czasu, nie jest proste ogarnąć tę pełnię, i też nikt nie czeka na jej osiągnięcie, wykonuje się w międzyczasie robotę wskazaną przez nauczyciela), jest, inaczej mówiąc, nieuważnym buddystą. Najzwyczajniej w świecie przegapia momenty, które 'krzywdzą'. No chyba, że wcale ich nie nazywa 'krzywdzącymi'. Może też mieć kłopoty z zastosowaniem antidotum neutralizującego negatywne działanie, gdy jednak 'krzywdę' sobie uświadomi.

Przyczyn skutkujących brakiem uważności, wyobraźnią interpretacyjną, która chroni ego, lub też niezdolnością do inicjowania wyłącznie pozytywnych zachowań i neutralizowania negatywnych, nie da się rozpoznać na zewnątrz (inni), one tkwią w sposobie funkcjonowania umysłu, czyli po wewnętrznej stronie (my sami). Praktyka stwarza warunki do odkrywania stopniowo, jak działa umysł, choć nie jest to jej ostatecznym celem.


QUOTE:
Juz wyjasniam o co mi chodzi jesli mowie o "pustce" rytulalow. (...)

Paradoks polega na tym, że w buddyzmie rytuały faktycznie są 'puste'. ;)
Znaczą tyle, co narzędzie, które na końcu i tak będzie trzeba odrzucić. Buddyzm nie byłby buddyzmem, gdyby nie zanegował sam siebie, jest tylko koncepcją mającą wskazać drogę do wyjścia poza koncepcje. Ale oczywiście bez rytuałów ani rusz, stanowią rodzaj ważnego wspornika. Można spośród nich wybrać takie zestawy, które względnie dają się akceptować, mam tu na myśli różnorodność szkół i sposobów wprowadzania w praktykę, o czym wspomnieli już Karuna i Ext.


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — ndz paź 15, 2017 19:11



Ogłoszenia • Re: Wizyta Drupona Tseringa Rinpocze w Warszawie (16.11.-20.11.2017)
15/10/2017
Program:

16 listopada czwartek
11.20 powitanie Drupona Tseringa Rinpoche na lotnisku Chopina (przylot z
Monachium)

Muzeum Azji i Pacyfiku, Warszawa, ul. Solec 24
18.00 - wykład: "Wpływ myśli, intencji oraz emocji na jakość naszego
życia i zdrowia w buddyzmie tybetańskim"
wstęp do muzeum - 10,- zł

KURS - Warszawa, SZKOŁA , ul. Raszyńska 22 sala 23:
17 listopada - piątek
18.00 wykład: "Budda Medycyny - uzdrawianie wszystkich aspektów naszego
życia"

18 listopada - sobota
10.00 inicjacja Buddy Medycyny
15.00 praktyka Buddy Medycyny z wyjaśnieniami
17.30 wyjaśnienia do praktyki Czerwonej Simhamuki

19 listopada - niedziela
10.00 - inicjacja Czerwonej Simhamuki
15.00 - praktyka Czerwonej Simhamuki z wyjaśnieniami
17.30 - praktyka Czerwonej Simhamuki oraz Lama Chopa i tsok

opłaty: Inicjacja 70,- zł, wykład 30,- zł, praktyki 20,- 20 zł,- razem
za cały kurs (piątek, sobota, niedziela) 270,- zł

20 listopada - poniedziałek
około 15.00 pożegnanie Drupona Tseringa Rinpoche na lotnisku Chopina
(wylot o 17.10 do Monachium)

tłumaczenie kursu z tybetańskiego na angielski - Jakaira, z angielskiego na polski Tobiasz

Statystyki: autor: samadza — ndz paź 15, 2017 14:48



Buddyzm Zen • Re: haiku
15/10/2017
zamieściłem zdjęcie
w necie na stronie
wyblakło z czasem

Statystyki: autor: karuna — ndz paź 15, 2017 05:37



Dharma/Dhamma • Re: jak to jest z buddystami?...
14/10/2017
QUOTE:
Też kiedyś popełniłam podobny błąd myśląc, że buddyści to ludzie o złotych sercach, którzy nie skrzywdzą muchy.
:poklon2: podobnie

Teraz widzę, że to była moja projekcja.
QUOTE:
Z pewnością nie da się praktykować wszystkich metod, podobnie jak nie da się iść kilkoma szlakami na jakiś szczyt. Warto natomiast być może sprawdzić kilka z nich, może inna okaże się lepsza.
U mnie to zaczęło być chorobliwe i nie wiedziałem po moich próbach jak się odnaleźć, dysonans poznawczy.

Czy
QUOTE:
Juz wyjasniam o co mi chodzi jesli mowie o "pustce" rytulalow. W zyciu dwa razy przezylam lekki wstrzas zwiazany z religijnoscia. Za pierwszym razem dotyczyl on katolicyzmu, za drugim buddyzmu. W obu przypadkach osoby, ktore uchodzily w swoim mniemaniu za uduchowione potrafily niemalze w tym samym momencie niezle mnie skrzywdzic a zaraz potem spiesznie pobiec na swoje praktyki. Katolicyzm dawno skreslilam i weszlam na droge racjonalizmu, a nawet ateizmu, wiec czytajac tutaj o seriach oczyszczajacych praktyk, cwiczen i takich tam obawiam sie, ze jest przyzwolenie na bezmyslne wykonywanie rytulalow w stylu "zrobie to i to, oczyszcze sie i bedzie si" Istnieje tez opcja, ze osobnicy ci byli po prostu niedobrymi ludzmi
Ludzie popełniają błędy i będą je popełniać, to ludzkie. Co innego czy religia jest taka "pusta". Tez przeżyłem kolizje związane z religią/praktykami i podobnie się czułem.
Religie mają to do siebie, że jest tam miejsce na pogląd, symbole, a co robimy z tym (jeśli robimy) to już inna kwestia.
Najważniejsza jest motywacja - mawiają nauczyciele.

I jeszcze do tego mi się wydaje, że jeśli chodzi to o taką drogę na skróty to nie ma ich raczej. ..

k

Statystyki: autor: karuna — sob paź 14, 2017 20:14



Media • Re: Osel Hita Torres - The reluctant lama
14/10/2017
Zapowiada się bardzo ciekawy dokument o Tenzin Ösel Hita Torres, jest juz zwiastun, link ponizej, wlasnie zbierane sa fundusze nad dalsza praca nad filmem, a zbierane sa dlatego, ze jak pisze jego dziewczyna: "film byl tak bardzo niezaleny, na ile to tylko mozliwe", w sumie to przekleje jej slowa:

"Hello everyone,
A documentary about my partner Osel is being made by Anouk Burel, who is a renowned documentary and film maker. Anouk has a lot of experience, including fifteen years working for the premier public channel in France. In order for the documentary to be as independent and pure as possible it was decided to gather the funds from the public so that Anouk has complete freedom over it's content. Would like to invite you all to have a look at the description and trailer in the link below and consider making a donation if possible.
Thank you Anouk for the extraordinary determination and kindness."

Z nowosci z zycia Osela, to nie tak dawno zwiazal się z dziewczyna (co ciekawe uczennica Namkhai Norbu Rinpocze) i prawie dokladnie miesiac temu urodzil im się syn. Wedlug mnie zapowiada się kawal porzadnego buddyjskiego dokumentu, czekam z niecierpliwoscia.

Link z obszernym opisem:
https://www.kisskissbankbank.com/en/projects/osel

Statystyki: autor: ethan — sob paź 14, 2017 20:05



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
13/10/2017
Nie znałam Kyong Ho w wydaniu "podniosłym"... Ten "z życia" trafia do mnie o wiele bardziej, bo zaczynam czuć łączność z drugim człowiekiem, z którego doświadczeń mogę nauczyć się czegoś ważnego. Nie mam natomiast zaufania do postaci posągowych - kiedy ktoś jest opisywany jako pozbawiony wszelkich wad chodzący ideał (a w istocie: jako ucieleśnienie wzorca dydaktycznego danej epoki i kultury), to wyczuwam fałsz i robię się mocno nieufna. W kontekście polskim kłaniają się "Brązownicy"
(https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/brazownicy/)
Tadeusza Boy-Żeleńskiego, który w okresie międzywojennym podjął zdecydowaną kampanię przeciw tym, którzy chcieliby przedstawić nieprawdziwy, przykrojony do potrzeb dydaktycznych obraz naszej historii.
Więcej możemy się nauczyć z kontaktu z czyimiś rozterkami, wątpliwościami, trudnymi decyzjami niż z podziwiania wyidealizowanego, a właściwie spreparowanego obrazka. Podobnie jak więcej daje lektura powieści Dostojewskiego niż umoralniających czytanek ku uwzniośleniu serc. By powrócić do buddyzmu: filozof japoński z nurtu zen Kitaro Nishida nie bez powodu napisał, że "Duchowość japońska postrzegana z ogólnoludzkiej perspektywy, z punktu widzenia historii świata, musi zawierać także elementy eschatologiczne i tę głębię, którą odnajdujemy w twórczości Dostojewskiego. Tylko tak pojęta duchowość może być wkładem Japonii w rozwój nowej kultury światowej". Moim zdaniem wszyscy buddyści powinni poświęcić tej myśli chwilę uwagi :pray:

Statystyki: autor: beala — pt paź 13, 2017 15:15



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
13/10/2017
QUOTE:
Najpierw dotarł posągowy Budda o złotej nieruchomej twarzy, teraz dotarł żywy Budda z ludzką twarzą
,,Mistrz Kyong Ho
Kyong Ho zapuścił długie włosy.
Zaczął nosić inne ubrania.
Porzucił buddyjskie imię.
Zamiast nazywać się Kyong Ho
przyjął imię Nan Ju.
Oddał wszystko, co miał,
I udał się na odosobnienie.
Wziął sobie prostą żonę
I robotę wiejskiego nauczyciela.
Tam też zmarł,
Choć powtarzał ciągle: Jutro ruszam dalej.
Ech! Po co gadać: Jutro ruszam dalej.
[Ko Un 2009, s. 62]"

,,Nan Ju Kyong Ho
Nie byłbyś chyba sobą,
Co nie,
gdybyś nie wiedział wszystkiego o winie i kobietach?
Tyle że nie znasz całej reszty:
To popatrz,
Para sroczek
Uwiła gniazdko w twej czuprynie.
[Ko Un 2009, s. 86]"

Mistrz Kyong Ho był dla mnie - zgodnie z pierwszym przekazem - Wielkim Patriarchą koreańskiego buddyzmu, Wielkim Mistrzem son.
Był uosobieniem doskonałości. Jego twarz znałem ze świątynnych portretów linii patriarchów. Był niczym Złoty Budda stojący na wysokim postumencie.
Teraz - w drugim przekazie - poznałem jego ludzkie imię - Nan Ju i prawdziwą ludzką twarz. :)

Statystyki: autor: leszek wojas — pt paź 13, 2017 12:24



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
12/10/2017
Dziękuję, leszek wojas! Poczułam się trochę jak apostołka nauczania Ko Una :)

QUOTE:
Najpierw dotarł posągowy Budda o złotej nieruchomej twarzy, teraz dotarł żywy Budda z ludzką twarzą
Aż takie nowe to nie jest... Odzywają się tu po raz kolejny tendencje do mistycyzmu, obecne we wszystkich epokach i religiach. Problem ten ma co najmniej dwa kluczowe wymiary: typowe dla każdej religii napięcie między tendencją do zamykania się w sztywnych, zrytualizowanych formach a próbami powracania do pierwotnej świeżości i spontaniczności oraz rola odgrywana w tych procesach przez literaturę i sztukę.
Jako przykład można przywołać choćby działalność św. Franciszka z Asyżu. Zafascynowany i postacią średniowiecznego świętego, i buddyzmem Nikos Kazantzakis w 1956 roku napisał powieść "Biedaczyna z Asyżu" (skądinąd też pewnie będę chciała coś o niej więcej opowiedzieć, bo jest bardzo buddyjska...), w której operuje przeciwstawieniem murowanych kościołów, które symbolizują właśnie skostnienie i złudne wrażenie czegoś trwałego i niezmiennego oraz przepaści, w którą trzeba z pełną ufnością skoczyć. Na początku powieści św. Franciszek relacjonuje niezwykle dla niego ważne spotkanie z pustelnikiem: "Stanąwszy przed nim, powiedziałem: "Święty pustelniku, wybrałem się na poszukiwanie Boga. Wskaż mi drogę". "Nie ma żadnej drogi". "A więc co mam czynić?" - spytałem przerażony. "Jest tylko przepaść, skacz!". "Przepaść? To jest droga?". "Tak, to jest droga! Wszystkie drogi prowadzą tylko na ziemię, do Boga wiedzie tylko przepaść. Skacz!"
A później, w rozmowie z papieżem, Biedaczyna mówi o swojej wizji losów Kościoła:
"Ojcze święty [...] stałem na urwistej nagiej skale i patrzyłem na kościół na Wzgórzu Laterańskim, matkę wszystkich kościołów świata... I nagle zobaczyłem, że mury jego pękają, wierzchołek chwieje się i pada.. Wtedy usłyszałem wyraźnie krzyk: "Na pomoc, Franciszku!"[...] Czuję, że znaleźliśmy się na brzegu przepaści. Pozwól mi krzyczeć: "Spadamy w przepaść!". A to spadanie oznacza obie kwestie: ostrzeżenie przed rozpadem Kościoła instytucjonalnego i wezwanie do odnalezienia w sobie odwagi, by odkryć we własnym sercu znaczenie nauk.
Ko Un też mówi, że "posągowy Budda o złotej nieruchomej twarzy", choć jego twórcy chcieliby, by tak trwał przez wieczność, jest nieuchronnie skazany na rozpad i śmierć. Odnalezienie "żywego Buddy z ludzką twarzą" jest szansą dla każdego z nas i dla całego buddyzmu, w Korei, Tybecie czy Polsce... "Nie ma drogi... jest droga!"

Serdeczności :poklon2:

Statystyki: autor: beala — czw paź 12, 2017 22:25



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
12/10/2017
QUOTE:
QUOTE:
Moim zdaniem religia nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego czy jesteś dobrym, czy złym człowiekiem. tak samo krzywdzi buddysta, jak katolik, czy muzułmanin, bo w punkcie wyjścia jest podobne pomieszanie i podobne splamienia.
,,Religia jest zniewagą dla ludzkiej godności. Z nią czy też bez niej, masz dobrych ludzi robiących dobre rzeczy i złych ludzi robiących złe rzeczy." (Steven Weinberg)
:ok:

Statystyki: autor: Aditya — czw paź 12, 2017 21:57



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
12/10/2017
,,Najpierw dotarł posągowy Budda o złotej nieruchomej twarzy, teraz dotarł żywy Budda z ludzką twarzą"
tu chodziło o Polskę nie o Tybet :), wątek jest zasadniczo o Korei :)

PS: do wątku o Tybecie tędy --> ,,Nauki wadżrajany, których udzielił Budda dotarły do Tybetu w dwóch okresach znanych jako dwa przekazy. Pierwszy określany jakoprzekaz ,,starych tantr'' został zapoczątkowany przez Guru Rinpocze, po którym nastąpili inni wielcy indyjscy siddhowie. Drugi okres to przekaz ,,nowych tantr''."

;)

Statystyki: autor: leszek wojas — czw paź 12, 2017 21:56



Dharma/Dhamma • Re: jak to jest z buddystami?...
12/10/2017
Z buddyzmem - w porównaniu z wieloma innymi systemami, jest tak, że można wziąć z niego to, co wydaje się komuś sensowne i wartościowe i nie zajmować się innymi sprawami, lub odłożyć je "na później". Systemy oparte na dogmatach każą przełknąć cały "pakiet" bez kwestionowania czegokolwiek. Tutaj jest inaczej. Lepiej jest, jeżeli ktoś odniesie jakiś pożytek zainspirowany jedną nauką, niż "praktykuje" mechanicznie bez zrozumienia sensu i intencji zrozumienia.
Co do racjonalności - nie mam problemu z pójściem do teatru, choć na poziomie racjonalnym wiem, że ci ludzie na scenie to wszystko udają, że nikt nikogo nie zabił i nie pokochał. Podobnie w buddyzmie istnieją tzw. zręczne środki - metody, których działanie można sprawdzić na sobie. Pokłony, jak to rozumiem, można potraktować jako jedną z takich metod. Z pewnością nie da się praktykować wszystkich metod, podobnie jak nie da się iść kilkoma szlakami na jakiś szczyt. Warto natomiast być może sprawdzić kilka z nich, może inna okaże się lepsza.

Statystyki: autor: Ext — czw paź 12, 2017 21:40



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
12/10/2017
witaj
QUOTE:
W moim odczuciu poezja Ko Una, również ten tekst o nim, to trochę taki drugi przekaz koreańskiego buddyzmu do Polski - trochę jak dwa przekazy nauk buddyjskich z Indii do Tybetu :). Najpierw dotarł posągowy Budda o złotej nieruchomej twarzy, teraz dotarł żywy Budda z ludzką twarzą :)
...jak dla mnie - w tybecie miała miejsce rzecz odwrotna, znaczy, najpierw dotarł żywy budda, a następnie ten o złotej twarzy. zakładam, że masz na myśli tzw dwa okresy tłumaczeń.

pozdrawiam
:14:

Statystyki: autor: kunzang — czw paź 12, 2017 21:19



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
12/10/2017
QUOTE:
Ko Un szczególnie wyraziście jawi się jako „demoniczny bodhisattwa”, gdy odnosi się do buddyzmu koreańskiego. Przytoczony na początku wiersz Stary Budda oddaje jego wizję dziejów tej religii jako ciągłego oscylowania między prawdą i świeżością nauk a ich doktrynalnym i instytucjonalnym skostnieniem. Na wzór klasycznej poezji zen znaczenie to zostało oddane przez przeciwstawienie sobie – metaforycznie ujętych – „starego” i „martwego” Buddy (Buddy przemienionego w posąg) oraz ryby, która z pełną determinacją i do końca nie tracąc nadziei walczy o życie.
W moim odczuciu poezja Ko Una, również ten tekst o nim, to trochę taki drugi przekaz koreańskiego buddyzmu do Polski - trochę jak dwa przekazy nauk buddyjskich z Indii do Tybetu :). Najpierw dotarł posągowy Budda o złotej nieruchomej twarzy, teraz dotarł żywy Budda z ludzką twarzą :)

Statystyki: autor: leszek wojas — czw paź 12, 2017 20:53



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
12/10/2017
do rozmowy na temat tego jak to jest z buddystami: TĘDY

Statystyki: autor: kunzang — czw paź 12, 2017 20:32



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
12/10/2017
QUOTE:
Moim zdaniem religia nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego czy jesteś dobrym, czy złym człowiekiem. tak samo krzywdzi buddysta, jak katolik, czy muzułmanin, bo w punkcie wyjścia jest podobne pomieszanie i podobne splamienia.
,,Religia jest zniewagą dla ludzkiej godności. Z nią czy też bez niej, masz dobrych ludzi robiących dobre rzeczy i złych ludzi robiących złe rzeczy." (Steven Weinberg)

Statystyki: autor: leszek wojas — czw paź 12, 2017 20:16



Dharma/Dhamma • jak to jest z buddystami?...
12/10/2017
QUOTE:
QUOTE:
QUOTE:
(...) mam wrażenie, że niektórzy traktują praktykę strasznie przedmiotowo i hedonistycznie, tj. wykonam daną czynność i będzie mi lepiej czyli duchowy bypassing, mam wrażenie też, że dużo osób stosuje medytacje zamiast zwyczajnie wybrać się do psychoterapeuty (co jest spoko i nie oceniam, każdy sobie radzi jak tylko może).

Cześć,

podejrzewając właśnie, że nawiązujesz do kwestii: medytacja a psychoterapia, zadałam wyżej swoje pytania o znaczenie użytych przez Ciebie sformułowań. Te pytania zamieniłabym w tej chwili na jedno wspólne: po czym poznasz, że ktoś "zmierzył się prawdziwie" i prawdziwie "oczyścił", że narzędzie, które zastosował, nie okazało się "puste"? Pytanie dotyczy zarówno medytacji, jak i psychoterapii. Jest jeszcze inne pytanie, jak sądzę, ważne, pytanie o cel "prawdziwych zmierzeń" i "oczyszczeń" w praktyce buddyjskiej i w psychoterapii.


Rzeczywiście, wygląda na to, że temat rozwinie się w nieco inną stronę, jeśli tak się stanie, coś z tym spróbujemy zrobić. A tymczasem, chcę Ci powiedzieć, że podobne kwestie były już dyskutowane na forum, jeśli chciałabyś poczytać, poszukaj w panelu Ateneum wątków: Problem z chłopakami zen i Duchowy bypassing - opisy działania i przekroczenia go. Również w panelu Buddyzm Zen kiedyś była długa dyskusja w wątku Mistrz na kozetce. Możesz szukać wymienionych wątków także poprzez opcję 'szukaj' u góry z prawej strony.


Pozdrawiam, gt
Juz wyjasniam o co mi chodzi jesli mowie o "pustce" rytulalow. W zyciu dwa razy przezylam lekki wstrzas zwiazany z religijnoscia. Za pierwszym razem dotyczyl on katolicyzmu, za drugim buddyzmu. W obu przypadkach osoby, ktore uchodzily w swoim mniemaniu za uduchowione potrafily niemalze w tym samym momencie niezle mnie skrzywdzic a zaraz potem spiesznie pobiec na swoje praktyki. Katolicyzm dawno skreslilam i weszlam na droge racjonalizmu, a nawet ateizmu, wiec czytajac tutaj o seriach oczyszczajacych praktyk, cwiczen i takich tam obawiam sie, ze jest przyzwolenie na bezmyslne wykonywanie rytulalow w stylu "zrobie to i to, oczyszcze sie i bedzie si" :fiery: Istnieje tez opcja, ze osobnicy ci byli po prostu niedobrymi ludzmi ;)
Też kiedyś popełniłam podobny błąd myśląc, że buddyści to ludzie o złotych sercach, którzy nie skrzywdzą muchy. Nie. Buddyści to ludzie, i jak każdy inny człowiek zmagają się z emocjami, trudnościami, demonami, trudnymi nawykami. Buddysta to nie budda. Moim zdaniem religia nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego czy jesteś dobrym, czy złym człowiekiem. tak samo krzywdzi buddysta, jak katolik, czy muzułmanin, bo w punkcie wyjścia jest podobne pomieszanie i podobne splamienia. Religia to jest po prostu proteza, która pomaga z tego pomieszania wyjść, ale Ty to robisz sama, nie dostajesz z automatu pakietu transformującego Twój umysł bo nagle masz etykietkę i nazywasz się buddystką. Sama etykieta nie czyni z nikogo Buddy, nie sprawia że jesteś nagle osobą promieniującą dobrem i miłością, to jest proces, do którego szybciej lub wolniej zmierzamy, my czyli ludzie na ścieżce.

Edit: przyszło mi do głowy, że różnica pomiędzy krzywdzącym buddystą a katolikiem może tak wyglądać, że katolik będzie miał dużo poczucia winy i lęku, a buddysta powie sobie: "najwyraźniej nasiona karmiczne się wypalają" i odpuści, bo będzie chciał mieć współczucie dla samego siebie.

Druga sprawa to buddyzm i terapia - gdyby osoby, które mają w umyśle przestrzeń, światło, miłość dobro, mądrość już tak miały na starcie, to byłoby super. Niestety punktem wyjścia jest pomieszanie, zmagania, cały ten nasz mentalny i emocjonalny syf, z którym sobie żyjemy i coś z nim trzeba zrobić - jeśli praktyka pomaga coś zrobić z tym chaosem, to dlaczego nie? Smutniej, jeśli ktoś faktycznie chce sobie jedynie poprawić egzystowanie w samsarze, czyli uwarunkowanym świecie i gdy już sobie poprawi to mu wystarczy i gdzieś tam gubi ten cel wyższy. Ale co z tym możemy zrobić?

Statystyki: autor: Aditya — czw paź 12, 2017 13:55



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
12/10/2017
QUOTE:
QUOTE:
(...) mam wrażenie, że niektórzy traktują praktykę strasznie przedmiotowo i hedonistycznie, tj. wykonam daną czynność i będzie mi lepiej czyli duchowy bypassing, mam wrażenie też, że dużo osób stosuje medytacje zamiast zwyczajnie wybrać się do psychoterapeuty (co jest spoko i nie oceniam, każdy sobie radzi jak tylko może).

Cześć,

podejrzewając właśnie, że nawiązujesz do kwestii: medytacja a psychoterapia, zadałam wyżej swoje pytania o znaczenie użytych przez Ciebie sformułowań. Te pytania zamieniłabym w tej chwili na jedno wspólne: po czym poznasz, że ktoś "zmierzył się prawdziwie" i prawdziwie "oczyścił", że narzędzie, które zastosował, nie okazało się "puste"? Pytanie dotyczy zarówno medytacji, jak i psychoterapii. Jest jeszcze inne pytanie, jak sądzę, ważne, pytanie o cel "prawdziwych zmierzeń" i "oczyszczeń" w praktyce buddyjskiej i w psychoterapii.


Rzeczywiście, wygląda na to, że temat rozwinie się w nieco inną stronę, jeśli tak się stanie, coś z tym spróbujemy zrobić. A tymczasem, chcę Ci powiedzieć, że podobne kwestie były już dyskutowane na forum, jeśli chciałabyś poczytać, poszukaj w panelu Ateneum wątków: Problem z chłopakami zen i Duchowy bypassing - opisy działania i przekroczenia go. Również w panelu Buddyzm Zen kiedyś była długa dyskusja w wątku Mistrz na kozetce. Możesz szukać wymienionych wątków także poprzez opcję 'szukaj' u góry z prawej strony.


Pozdrawiam, gt
Juz wyjasniam o co mi chodzi jesli mowie o "pustce" rytulalow. W zyciu dwa razy przezylam lekki wstrzas zwiazany z religijnoscia. Za pierwszym razem dotyczyl on katolicyzmu, za drugim buddyzmu. W obu przypadkach osoby, ktore uchodzily w swoim mniemaniu za uduchowione potrafily niemalze w tym samym momencie niezle mnie skrzywdzic a zaraz potem spiesznie pobiec na swoje praktyki. Katolicyzm dawno skreslilam i weszlam na droge racjonalizmu, a nawet ateizmu, wiec czytajac tutaj o seriach oczyszczajacych praktyk, cwiczen i takich tam obawiam sie, ze jest przyzwolenie na bezmyslne wykonywanie rytulalow w stylu "zrobie to i to, oczyszcze sie i bedzie si" :fiery: Istnieje tez opcja, ze osobnicy ci byli po prostu niedobrymi ludzmi ;)

Statystyki: autor: Agniete — czw paź 12, 2017 13:11



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
12/10/2017
QUOTE:
witam
QUOTE:
(...) Jednakże patrząc na jakieś swoje własne doświadczenia i obserwując praktykujących, mam wrażenie, że niektórzy traktują praktykę strasznie przedmiotowo i hedonistycznie, tj. wykonam daną czynność i będzie mi lepiej czyli duchowy bypassing, mam wrażenie też, że dużo osób stosuje medytacje zamiast zwyczajnie wybrać się do psychoterapeuty (co jest spoko i nie oceniam, każdy sobie radzi jak tylko może).
...stąd też do znudzenia będę polecał: ''Wolność od duchowego materializmu.'', czogyam Trungpa Rinpocze.

pozdrawiam
:14:

O dziekuje Wam bardzo. Tak ten watek o chlopakach zen juz znalazlam ;)
Generalnie to ja mam szerszy problem, czy buddyzm w ogole mozna pogodzic z racjonalizmem (taki watek tez znalazlam, ale nie wyjasnil i jak dla mnie nie wyczerpal tematu). Nie jestem psychologiem klinicznym, ale z racji mojego wyksztalcenia z psychologia mam duzo wspolnego poniekad i mocno sie tematem interesuje, wiec nie wiem jak to wszystko pogodzic. To co w buddyzmie mnie najbardziej pociaga to jego humanizm i jakis tam idealizm, praca nad soba wlasnie, gorzej z tym calym dodatkowym bagazem w postaci folkloru.

Statystyki: autor: Agniete — czw paź 12, 2017 12:56



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
12/10/2017
QUOTE:
widzę, że wypełniasz luki, bo analiz twórczości poetyckiej (literackiej), to u nas chyba jeszcze nie było
Ogromnie lubię wypełniać luki, obiecuję zatem więcej takich tekstów! :)
QUOTE:
wiesz może coś o przekładach tych wierszy, które przywołałaś, tzn., czy tłumaczenia były robione bezpośrednio z j. koreańskiego i czy tłumacze również praktykowali zen (buddyzm)? Chodzi mi głównie o to, na ile istnieje prawdopodobieństwo, że rzeczywisty klimat poezji Ko Una został w nich wiernie odtworzony.
Wiersze zawarte w obu tomikach tłumaczyli z angielskiego Adam Szostkiewicz i Mieczysław Godyń. O ile mi wiadomo, żaden z nich nie jest budystą. Adam Szostkiewicz jest jednak autorem książki Przebudzony. Opowieść o Buddzie i o tym, czego w buddyzmie szukają ludzie Zachodu
http://www.wydawnictwo-sic.com.pl/ksiaz ... u/index_P/
Natomiast Mieczysław Godyń, z wykształcenia filozof, przetłumaczył między innymi Liu JeeLoo, Wprowadzenie do filozofii chińskiej: od myśli starożytnej do chińskiego buddyzmu.
Podstawą tłumaczenia na polski były przekłady brata Anthony ze wspólnoty Taize (Anthony Graham Teague; imię koreańskie An Sonjae), który na stałe mieszka i pracuje w Seulu, z dużym powodzeniem tłumacząc czołowych koreańskich poetów i pisarzy. Polecam zresztą jego świetny tekst o Ko Unie:
http://apjjf.org/-Brother-Anthony-of-Ta ... ticle.html
Pojawiające się wątpliwości co do znaczenia niektórych fragmentów lub zwrotów były ponadto przez polskich tłumaczy konsultowane z żoną Ko Una, która wykłada literaturę angielską.
W moim odczuciu gwarantuje to dokonanie przekładu co najmniej równie dobrego, jak tłumaczenie bezpośrednio z języka koreańskiego. Jestem ufna, że rzeczywisty klimat poezji Ko Una został wiernie odtworzony.

Serdeczności :poklon2:
beala

Statystyki: autor: beala — czw paź 12, 2017 02:55



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
12/10/2017
Wow, Beala :)
widzę, że wypełniasz luki, bo analiz twórczości poetyckiej (literackiej), to u nas chyba jeszcze nie było.

A wiesz może coś o przekładach tych wierszy, które przywołałaś, tzn., czy tłumaczenia były robione bezpośrednio z j. koreańskiego i czy tłumacze również praktykowali zen (buddyzm)? Chodzi mi głównie o to, na ile istnieje prawdopodobieństwo, że rzeczywisty klimat poezji Ko Una został w nich wiernie odtworzony.

Jestem pod wrażeniem. ;)
Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — śr paź 11, 2017 23:27



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
11/10/2017
Dziękuję! :namaste:

To przede wszystkim poezja Ko Una jest niezwykle głęboka i mądra, a przy tym oddaje prawdę jego własnych doświadczeń i przeżyć. Ta zgodność słów i życia powoduje, że jego przekaz jest tak przejmujący. W każdym razie mnie fascynuje i inspiruje od lat...

Statystyki: autor: beala — śr paź 11, 2017 12:30



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
11/10/2017
bardzo dobry, głeboki tekst, gratulacje :)

Statystyki: autor: leszek wojas — śr paź 11, 2017 11:52



Nalanda - przemyślenia • Re: Ko Un o istocie buddyzmu
11/10/2017
I pełny tekst:

O Buddzie żywym i martwym. Dzieje buddyzmu koreańskiego w ujęciu Ko Una

Hej, mówiłeś coś o starym Buddzie?
Ależ stary Budda to nie Budda.
Prawdziwy Budda to ryba właśnie złapana w sieci,
Co jeszcze skacze i walczy.


Allen Ginsberg w przedmowie do zbioru buddyjskich wierszy Ko Una charakteryzuje go jako „demonicznego bodhisattwę poezji koreańskiej, żywiołowego, bliskiego prostym ludziom, twórczego, dotkniętego obsesją poetycką” [Ginsberg 2008, s. 9]. Zderzenie ideału bodhisattwy z demonicznością dobrze oddaje istotę poezji koreańskiego poety: pozorny nihilizm i cynizm splatają się w jego utworach z wiarą w zdolność odradzania się człowieka i całych kultur, podnoszenia się z kolejnych upadków, odnajdywania własnej drogi wychodzenia z ciemności.

Ko Un szczególnie wyraziście jawi się jako „demoniczny bodhisattwa”, gdy odnosi się do buddyzmu koreańskiego. Przytoczony na początku wiersz Stary Budda oddaje jego wizję dziejów tej religii jako ciągłego oscylowania między prawdą i świeżością nauk a ich doktrynalnym i instytucjonalnym skostnieniem. Na wzór klasycznej poezji zen znaczenie to zostało oddane przez przeciwstawienie sobie – metaforycznie ujętych – „starego” i „martwego” Buddy (Buddy przemienionego w posąg) oraz ryby, która z pełną determinacją i do końca nie tracąc nadziei walczy o życie.

Na sposób prezentowania dziejów buddyzmu koreańskiego duży wpływ mają osobiste doświadczenia Ko Una, który przez jedenaście lat był mnichem buddyjskim, a rezygnacja z życia klasztornego – mimo dość widowiskowej formy (opublikował swój Manifest rezygnacji w prasie) – nie oznaczała dla niego zerwania z religią, lecz jedynie podjęcie poszukiwań odmiennej ścieżki życiowej i duchowej.

„Kiedy spotkasz na drodze Buddę, zabij go!”


W poezji Ko Una uderza krytycyzm wobec instytucjonalnych form religii. O „martwocie” uwikłanego w struktury hierarchiczne buddyzmu szczególnie dobitnie świadczy to, że nie tylko nie przyczynia się do wykorzenienia wśród swych adeptów trzech trucizn umysłu: chciwości, nienawiści i ignorancji, lecz wręcz je wzmacnia. Na dowód przywoływane są przykłady historyczne, zaczerpnięte między innymi z okresu rozkwitu buddyzmu w czasach Zjednoczonego Królestwa Silla (668-935), kiedy to mnisi byli wspierani przez władze państwowe i hojnie obdarzani przywilejami. „Obok posiadłości samego rodu królewskiego i arystokracji to właśnie świątynie były w Silla największymi posiadaczami. Monarchowie, wysoko urodzeni wierni i skromniejsi donatorzy obdarzali je ziemiami, niewolnikami i wszelkimi dobrami materialnymi” [Rurarz 2009, s. 134]. Zarazem jednak państwo sprawowało ścisłą kontrolę nad hierarchią i wspólnotą wiernych. Ów sojusz z możnymi tego świata wzmacniał w kręgach buddyjskich chciwość (dochodziło nawet do tego, że mnisi zajmowali się lichwą; Rurarz 2009, s. 174) kosztem rozwoju duchowego:

Istniejący w społeczeństwie Silla system poddaństwa sprawiał,
że na dworach niektórych możnowładców
było do trzech tysięcy niewolników;
dwory te nierzadko utrzymywały też własne groźne armie.
Nawet szacowni obywatele mogli być sprowadzeni do rzędu helotów
wskutek stosowanej przez władców praktyki gromadzenia zapasów zboża.
[…] Buddyjscy mnisi z czasów państwa Silla
zmienili bogaty niegdyś naród w zgraję łachmaniarzy.

[Hyegong: mnich z dawnych czasów; Ko Un 2012, s. 41-42]

Drugą trucizną umysłu, demonem żerującym na ciele martwego buddyzmu, jest nienawiść, prowadząca w skrajnych przypadkach do bratobójczych walk:

Trudno braciom żyć w harmonii,
nawet gdy kultywują Drogę.
Spójrzcie, jak po wspólnie uknutym spisku
Ch’oi Ch’ung-hŏn
zabił w końcu swego brata Ch’ung-su.

[Hyŏn-jo i Hyŏn-gak; Ko Un 2012, s. 106]

Poeta odniósł się tu do wydarzeń z czasów panowania dynastii Korjo, kiedy w wyniku walki o władzę między braćmi z rodu Choe: Chung-hŏn (1149-1219) a Chung-su (1152-1197) doszło do zamieszek; młodszy brat poległ podczas starć ulicznych [Rurarz 2009, s. 173-174]. Dla Ko Una był to jeden z wielu przykładów, jak samym buddystom trudno pozostawać w zgodzie nawet między sobą. Duży wpływ miały na to jego doświadczenia osobiste. W 1960 roku w Korei na nowo wybuchł konflikt pomiędzy mnichami uznającymi tradycyjny wymóg celibatu a mnichami opowiadającymi się za możliwością zawierania małżeństw, których liczba i znaczenie wzrosły w czasach okupacji japońskiej. Żonaci mnisi zaczęli podejmować próby odzyskania odebranych im wcześniej klasztorów, sięgając nawet po przemoc fizyczną. Pewnego dnia Ko Un został powiadomiony, że do klasztoru Haeinsa, w którym wówczas mieszkał, zbliża się grupa obcych mnichów, którym towarzyszy banda zbirów. W świątyni pozostał tylko on i kilku młodych braci. Wspominał: „Nie to, że byłem odważny, ale musiałem zostać. Zaczęliśmy medytować. Miałem na sobie szatę liturgiczną i trzymałem w ręku świątynną pieczęć. Kiedy nadeszli żonaci mnisi, nic nie mogli mi zrobić. Nasza pozycja medytacyjna nie pozwalała im podjąć żadnych działań. Ale po południu upili bandziorów, a ci ściągnęli mnie za ręce i nogi z podwyższenia, drąc na mnie ubranie i uderzając moją głową o kamienne stopnie. Mnisi zażądali, abym im oddał Haeinsa, a ja krzyknąłem: «Lepiej mnie od razu zabijcie»” [Grosjean 2009, s. 8]. Doświadczenie walk i konfliktów w obrębie buddyzmu znacząco wpłynęło na jego decyzję o opuszczeniu klasztoru i rozpoczęciu świeckiego życia.

Ko Un przywołuje zjawiska i wydarzenia z dawnych czasów jako jak najbardziej aktualne przestrogi, wiążąc je z trzecią trucizną umysłu: ignorancją. Za jej sprawą nauki – sprowadzone wyłącznie do litery, a pozbawione ducha – stają się martwe, tracą siłę i moc, pogrążają się „ we śnie jak stojąca woda, która cuchnie” [W głównym budynku świątyni; Ko Un 2009, s. 17]. Prowadzi to do utraty przez buddyzm pierwotnej energii i zdolności do doprowadzania ludzi do przemiany wewnętrznej. Postać Buddy zredukowana do otoczonego kultem starego posągu staje się zaprzeczeniem żywego doświadczenia natury buddy, wrodzonej wszystkim czującym istotom.

Wyjścia upatruje w odrzuceniu skostniałego buddyzmu i ponownym odnalezieniu w buddyjskim nauczaniu świeżości i spontaniczności. Sens takiego podejścia wyraża znane powiedzenie Linji Yixuan, chińskiego buddyjskiego mistrza z IX wieku (zm. 866 r.): „Kiedy spotkasz na drodze Buddę, zabij go”. Słynął on z zachęcania uczniów do uwolnienia się od wpływu mistrzów i wszelkich doktryn, w tym także nauczanej przez niego. Według jego przesłania przemienienie Buddy w religijny fetysz, skoncentrowanie się na słowach jego nauk bez podejmowania własnych wysiłków, oznacza zachowanie zewnętrznej formy przy zagubieniu istoty buddyjskiego nauczania. Zachęcał, by każdy uczeń – zamiast bezrefleksyjnie oddawać cześć Buddzie – samodzielnie poszukiwał własnej natury buddy.

Warunkiem tak rozumianego „zabicia Buddy” jest – w ujęciu poety i byłego buddyjskiego mnicha – zniszczenie buddyzmu instytucjonalnego i jego tradycji. Prowokacyjnie wzywa:

Precz z Buddą!
Precz z tym spasionym przystojniakiem!
Co on tu robi
Z tym swoim och tak niedbale eleganckim wąsikiem?
Zgruchotać tę kurewską malowaną belkę trzymającą sklepienie!
A ten smoczy łeb? Co z niego za pożytek?
Rozwalić tę świątynię, wygnać z niej mnichów,
Niech z niej zostanie tylko pył i gruz.
Co mi tam.

[W głównym budynku świątyni; Ko Un 2009, s. 16]

A w wierszu Drewniane Matryce Świętych Pism Buddyzmu wezwanie do zniszczenia rozciąga na całą Koreę:

Idź na dno, Półwyspie Koreański, na jakieś trzysta lat, na samo dno,
Tak żeby nic nie wystawało ponad fale
Choćby kto szukał nie wiadomo jak dokładnie
Pomiędzy niebem a morzem. Pustka.
A wtedy, jak już nasz cały pejzaż tak nasiąknie wodą
Jak drewno, w którym wyryto buddyjskie traktaty,
Wynurz się na powierzchnię po jakichś trzystu latach.

[Ko Un 2009, s. 29]

Przytoczone wezwania na pierwszy rzut oka wydają się wręcz bluźniercze, co dodatkowo podkreśla użycie wulgaryzmów. Jednak odwołanie do Tripitaki Koreany pozwala odczytać je w sposób pozostawiający nieco nadziei. Pierwszy zbiór matryc, wykonanych w latach 1011-1087, spłonął doszczętnie podczas najazdów mongolskich w 1232 roku. W latach 1236-1251 wykonano nowy komplet plansz; wykorzystane w tym celu drewno moczono przez trzy lata w słonej wodzie, dzięki czemu stało się ono odporne na szkodniki i grzyby [Rurarz 2009, s. 183]. Matryce przechowywane są w świątyni Haeinsa (jej nazwa znaczy: „Klasztor Pieczęci Oceanu”), w której Ko Un spędził kilka lat, a po przywołanym wcześniej uratowaniu jej przed atakiem żonatych mnichów został jej opatem. Słowa poety nie są więc tak nihilistyczne, jak mogłoby się zdawać. Zdaje się on mówić, że prawdziwym bluźnierstwem jest sprowadzanie postaci Buddy do wymiaru dekoracji świątynnej, a jego słów do pięknych deklamacji, nie mających przełożenia na realne życie. Drogą wyjścia jest uświadomienie światu, że taki Budda jest już martwy (więc nie można go zabić) i podjęcie prób, by go przywrócić do życia, choć może to wymagać nie trzech, lecz trzystu lat hartowania w słonej wodzie, także we własnych łzach…

„Nie ma drogi!… Jest droga”


Odrzucenie systemu nauk, który zagu

Nalanda - przemyślenia • Ko Un o istocie buddyzmu
11/10/2017
Ko Un - wybitny poeta południowokoreański i były buddyjski mnich - o tym, czego możemy nauczyć się z dziejów buddyzmu koreańskiego.
QUOTE:
Allen Ginsberg w swojej przedmowie do zbioru buddyjskich wierszy Ko Una charakteryzuje go jako „demonicznego bodhisattwę poezji koreańskiej, żywiołowego, bliskiego prostym ludziom, twórczego, dotkniętego obsesją poetycką” [Ginsberg 2008, s. 9]. Zderzenie ideału bodhisattwy z demonicznością dobrze oddaje istotę poezji koreańskiego poety: pozorny nihilizm i cynizm splatają się w jego utworach z wiarą w zdolność odradzania się człowieka i całych kultur, podnoszenia się z kolejnych upadków, odnajdywania własnej drogi wychodzenia z ciemności.
Ciąg dalszy:
http://www.zen.warszawa.pl/buddyzm-kore ... ciu-ko-una

Statystyki: autor: beala — śr paź 11, 2017 08:36



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
09/10/2017
witam
QUOTE:
(...) Jednakże patrząc na jakieś swoje własne doświadczenia i obserwując praktykujących, mam wrażenie, że niektórzy traktują praktykę strasznie przedmiotowo i hedonistycznie, tj. wykonam daną czynność i będzie mi lepiej czyli duchowy bypassing, mam wrażenie też, że dużo osób stosuje medytacje zamiast zwyczajnie wybrać się do psychoterapeuty (co jest spoko i nie oceniam, każdy sobie radzi jak tylko może).
...stąd też do znudzenia będę polecał: ''Wolność od duchowego materializmu.'', czogyam Trungpa Rinpocze.

pozdrawiam
:14:

Statystyki: autor: kunzang — pn paź 09, 2017 18:05



Dharma/Dhamma • jak to jest z buddystami?...
09/10/2017
wątek wydzielony przez kunzanga z tematu ''Pokłony''

QUOTE:
(...) mam wrażenie, że niektórzy traktują praktykę strasznie przedmiotowo i hedonistycznie, tj. wykonam daną czynność i będzie mi lepiej czyli duchowy bypassing, mam wrażenie też, że dużo osób stosuje medytacje zamiast zwyczajnie wybrać się do psychoterapeuty (co jest spoko i nie oceniam, każdy sobie radzi jak tylko może).

Cześć,

podejrzewając właśnie, że nawiązujesz do kwestii: medytacja a psychoterapia, zadałam wyżej swoje pytania o znaczenie użytych przez Ciebie sformułowań. Te pytania zamieniłabym w tej chwili na jedno wspólne: po czym poznasz, że ktoś "zmierzył się prawdziwie" i prawdziwie "oczyścił", że narzędzie, które zastosował, nie okazało się "puste"? Pytanie dotyczy zarówno medytacji, jak i psychoterapii. Jest jeszcze inne pytanie, jak sądzę, ważne, pytanie o cel "prawdziwych zmierzeń" i "oczyszczeń" w praktyce buddyjskiej i w psychoterapii.


Rzeczywiście, wygląda na to, że temat rozwinie się w nieco inną stronę, jeśli tak się stanie, coś z tym spróbujemy zrobić. A tymczasem, chcę Ci powiedzieć, że podobne kwestie były już dyskutowane na forum, jeśli chciałabyś poczytać, poszukaj w panelu Ateneum wątków: Problem z chłopakami zen i Duchowy bypassing - opisy działania i przekroczenia go. Również w panelu Buddyzm Zen kiedyś była długa dyskusja w wątku Mistrz na kozetce. Możesz szukać wymienionych wątków także poprzez opcję 'szukaj' u góry z prawej strony.


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — pn paź 09, 2017 16:15



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
09/10/2017
QUOTE:
Cześć Agnite, witaj na forum,
QUOTE:
(...) praktyka nie jest trochę pusta ?
Możesz skorzystać z tego https://www.youtube.com/watch?v=F1g0T7Is28A :)

Pozdrawiam :padam:

W sumie ten zen muszę usunąć ze swojego profilu, jestem raczej poszukująca jeszcze ;)

Co do pokłonów, może umieściłam swoje wątpliwości w niewłaściwym miejscu i dotyczy to raczej praktyki w ogóle, a nie tylko pokłonów (postaram się stworzyć osobny post), ale mleko się rozlało i impulsywnie napisałam to, co napisałam. Jednakże patrząc na jakieś swoje własne doświadczenia i obserwując praktykujących, mam wrażenie, że niektórzy traktują praktykę strasznie przedmiotowo i hedonistycznie, tj. wykonam daną czynność i będzie mi lepiej czyli duchowy bypassing, mam wrażenie też, że dużo osób stosuje medytacje zamiast zwyczajnie wybrać się do psychoterapeuty (co jest spoko i nie oceniam, każdy sobie radzi jak tylko może).

Statystyki: autor: Agniete — pn paź 09, 2017 13:37



Buddyzm Theravada • Re: Odradzanie się w theravadzie?
08/10/2017
Cześć,
QUOTE:
W buddyzmie therawada nie naucza się o stanie bardo, co nie oznacza oczywiście że on nie istnieje.
W ortodoksyjnej nauce theravādyjskiej naucza się, że takiego stanu nie ma (por. Kv. 8.2).

Statystyki: autor: piotr — ndz paź 08, 2017 19:26



Buddyzm Bon • Re: Bon i buddyzm?
08/10/2017
witam

tak w nawiązaniu do zen, a konkretniej do czen - dygresja.
w tybecie, tuż przed okupacją chińską tego kraju, było obecnych co najmniej kilkanaście klasztorów chińskiej mahayany, niosących w sobie czen.
buddyzm tybetański był w relacji prostej odnośnie tego, co było buddyzmem z chin, czyli na: nie /polityka się tu kłania/. podstawę ku temu stanowiła pewna debata, gdzie to, co z chin było, reprezentowała tzw szybka ścieżka /długo dzogczen utożsamiano z szybką ścieżką jako zarzut przeciw niemu... wbrew pozorom dzoczen na dachu świata nie miał lekko/.
konkludując... tybetańczycy znali czen i polemizowali z nim przed wiekami, polemizowali z nim jeszcze nawet, gdy już w chinach czen zanikał, a odnosili się do tego co miało miejsce wieki temu i bywa, że obecnie z tym to co jest, tamto utożsamiają, niestety. obecnie tego do czego się odnosili już nie ma od dekad, jeżeli nie wieków. zatem, jest ciekawie, bo ma miejsce proces ustanawiania nowych relacji buddyzmu tybetańskiego poza polityką z tym, czym czen, son, zen, jest obecnie, no i do tego z buddyzmu apologetami zachodnimi w trzecim pokoleniu góra patrząc, z za ich pleców, komentującymi taką wizję buddyzmu, poprzez swą tendencję do szkiełka i oka, czy bożego ducha... :oczami:

pozdrawiam
:14:

Statystyki: autor: kunzang — ndz paź 08, 2017 00:28



Pytania do Was • Re: Jak sie zetkneliscie sie z dharma, z buddyzmem?
08/10/2017
W sumie przypadkowo, najpierw zainteresowała mnie medytacja, trochę medytowałem i poznałem Buddyzm, ale miałem ledwo 18 lat i nie wyobrażałem sobie zmiany religii. Teraz mam prawie 20 i po ciężkich dywagacjach nad katolicyzmem, postanowiłem poszukać swojej nowej drogi i tak właśnie znów mnie zaintrygował Buddyzm. Uznałem, że warto będzie podjąć nauki i może dać to wymierne korzyści dla mojej osoby.
Jak teraz widzę w internecie hałas między katolikami, a ateistami, to od razu wchodzę na forum poczytać coś wartościowego :D

Statystyki: autor: Coldman — ndz paź 08, 2017 00:18



Buddyzm Tybetański • Re: Sogyal Rinpocze
08/10/2017
QUOTE:
QUOTE:
QUOTE:
To jest moim zdaniem kluczowe pytanie - dlaczego trwało tak długo? I to nie tylko w tym przypadku.
Proces rozpoznawania nauczyciela, rozwijania dojrzałej z nim relacji, to nie jest coś, co trwa krótko. Dla mnie decyzja o ujawnieniu nadużyć stanowi odważną próbę skonfrontowania się z własnym doświadczeniem, a jednocześnie oznacza także postawienie nauczyciela wobec konieczności takiej konfrontacji w nieco innych warunkach, niż te, do których przywykł.
Ja przyglądam się tej sprawie z pozycji kogoś, kto praktykuje wadżrajanę, a tutaj relacja z nauczycielem jest bardzo ważnym czynnikiem rozwoju na ścieżce, przyjmuje się bowiem schronienie również w lamach. Dlatego, według mnie, wiele sytuacji, a szczególnie te negatywne, może stać się przyczyną skoku rozwojowego tak uczniów, jak i nauczycieli. Ale żeby móc doprowadzić do otwartej konfrontacji, trochę czasu musi upłynąć. Sprawdzanie nauczyciela i sprawdzanie siebie jest dość długim procesem, trwa właściwie w ciągu całej praktyki, nigdy nie można powiedzieć, że wiem już wszystko o swoim nauczycielu i o sobie w relacji z nim.
QUOTE:
Równie dobrze można zapytać o tych lamów, którzy przez tak długi czas milczeli w sprawie przekraczania uprawnień przez Sogyala Rinpoczego. Nie będę ukrywać (dotąd próbowałam), że nieco zdziwiła mnie ta stanowcza krytyka po czasie, kiedy już został napisany (a ściślej: ujawniony przez media) oficjalny list. Nagle wszyscy wszystko, co jest potrzebne do osądzenia Sogyala Rinpocze, wiedzą, a wcześniej niczego nie dostrzegli, nawet tego, że nie jest tulku i nie ma formalnego wykształcenia buddyjskiego? Jeśli było wiadomo, to skąd milczenie?
Sprawdzanie nauczyciela i sprawdzanie siebie jest dość długim procesem? :)

Dalajlama podkreśla, że to studenci muszą mówić, ponieważ w buddyzmie nie ma organu nadzorującego. Z kolei studenci powinni otrzymać jakąś sensowną wiedzę o tym, co robić w sytuacji, gdy wiążą się bardzo ściśle poprzez inicjacje i samaja z nauczycielem, a ten nagle zachowuje się w sposób budzący wątpliwości. Klasyczna wadżrajana bierze w rachubę owe wątpliwości (zawsze w którymś momencie je się ma, bo są konsekwencją obrony ego), nauczyciel reaguje na nie w sobie właściwy sposób i na tym cała sprawa się kończy, bo nauczyciela uwiarygadnia np. obecność innych nauczycieli zaproszonych do dzielenia się naukami i ich słowa uznania dla pracy tego, który zaprosił.
Natomiast o możliwości skrytykowania nauczyciela przez innego nauczyciela napisałam już wcześniej, powołując się na artykuł Dzongsara Rinpocze, może to być odebrane jako 'prywatny interes' i właściwie nie jest praktykowane. Choć Dalajlama czasem bardzo głośno i dobitnie przestrzega przed niektórymi działaniami, ale niestety, i jego przestrogi rozumiane są bardzo często jako wspomniany 'interes'.

Tak całkiem serio, to myślę, że ujawnienie nadużyć wynika nie tyle ze sprawdzania, co z tzw. 'pęknięcia w szwach', czyli po prostu człowiek sam ze sobą nie wytrzymuje i idzie do innych. A ten, kto rzeczywiście sprawdził (lub nadal nie jest świadomy narastających sprzeczności) albo zostaje i liczy w najgorszym przypadku na rozpuszczenie blokad, albo odchodzi gdzie indziej, prosząc dotychczasowego nauczyciela o zwolnienie ze zobowiązań, gdy takie są, lub o błogosławieństwo dla dalszej nauki pod kierunkiem innego mistrza.


I jeszcze przy okazji. Jeden z byłych uczniów Sogyala Rinpocze (Bernie Schreck) robi pożyteczną rzecz dla swoich niegdysiejszych współtowarzyszy, założył stronę http://howdidithappen.org/, na której próbuje rozładować napięcia powstałe w związku z zaistniałą sytuacją. Napisał wcześniej list do Dzongsara Rinpocze (zamieścił go na stronie), dziękując, że tak drobiazgowo odniósł się do Wadżrajany, bo dzięki temu mógł uporządkować wiele swoich myśli i chce teraz pomóc innym to zrobić, poprzez wspólne analizowanie różnych wątpliwych kwestii odnośnie praktyki. Co ciekawe, w swoich wypowiedziach próbuje m.in. godzić oświadczenie Dalajlamy w kwestii Sogyala Rinpocze z tym, co napisał Dzongsar Rinpocze, traktując tekst Dzongsara jako rozszerzenie/uzupełnienie/wyjaśnienie wypowiedzi Dalajlamy. Jest to o tyle ważne, że obaj udzielili bardzo konkretnych wskazówek odnośnie relacji uczeń - nauczyciel, ale Dalajlama, choć zna dobrze Dzogczen, może być spostrzegany przez filtr szkoły Gelug (słusznie-niesłusznie: wewnętrzne obrony działają w różny sposób) lub robić wrażenie bardzo ogólnikowego, więc żeby uniknąć nakładek, Bernie pokazuje, że obie wypowiedzi nie wykluczają się, a wręcz jedna wyjaśnia drugą.

Ojej, znowu się rozpisałam, i znowu pewnie Karinos z Maximusem nie dadzą mi spokojnie pożyć. ;)


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — sob paź 07, 2017 23:57



Buddyzm Tybetański • Re: Sogyal Rinpocze
07/10/2017
QUOTE:
QUOTE:
To jest moim zdaniem kluczowe pytanie - dlaczego trwało tak długo? I to nie tylko w tym przypadku.

Proces rozpoznawania nauczyciela, rozwijania dojrzałej z nim relacji, to nie jest coś, co trwa krótko. Dla mnie decyzja o ujawnieniu nadużyć stanowi odważną próbę skonfrontowania się z własnym doświadczeniem, a jednocześnie oznacza także postawienie nauczyciela wobec konieczności takiej konfrontacji w nieco innych warunkach, niż te, do których przywykł.
Ja przyglądam się tej sprawie z pozycji kogoś, kto praktykuje wadżrajanę, a tutaj relacja z nauczycielem jest bardzo ważnym czynnikiem rozwoju na ścieżce, przyjmuje się bowiem schronienie również w lamach. Dlatego, według mnie, wiele sytuacji, a szczególnie te negatywne, może stać się przyczyną skoku rozwojowego tak uczniów, jak i nauczycieli. Ale żeby móc doprowadzić do otwartej konfrontacji, trochę czasu musi upłynąć. Sprawdzanie nauczyciela i sprawdzanie siebie jest dość długim procesem, trwa właściwie w ciągu całej praktyki, nigdy nie można powiedzieć, że wiem już wszystko o swoim nauczycielu i o sobie w relacji z nim.

QUOTE:
Równie dobrze można zapytać o tych lamów, którzy przez tak długi czas milczeli w sprawie przekraczania uprawnień przez Sogyala Rinpocze. Nie będę ukrywać (dotąd próbowałam), że nieco zdziwiła mnie ta stanowcza krytyka po czasie, kiedy już został napisany (a ściślej: ujawniony przez media) oficjalny list. Nagle wszyscy wszystko, co jest potrzebne do osądzenia Sogyala Rinpocze, wiedzą, a wcześniej niczego nie dostrzegli, nawet tego, że nie jest tulku i nie ma formalnego wykształcenia buddyjskiego? Jeśli było wiadomo, to skąd milczenie?
Sprawdzanie nauczyciela i sprawdzanie siebie jest dość długim procesem? :)

Statystyki: autor: leszek wojas — sob paź 07, 2017 22:27



Buddyzm Tybetański • Re: Sogyal Rinpocze
07/10/2017
QUOTE:
W tej sytuacji zastanawia mnie, ile podobnych wykroczeń mają na sumieniu lamowie, którzy w sposób bezpośredni lub pośredni próbują bronić Sogyala.

Równie dobrze można zapytać o tych lamów, którzy przez tak długi czas milczeli w sprawie przekraczania uprawnień przez Sogyala Rinpocze. Nie będę ukrywać (dotąd próbowałam), że nieco zdziwiła mnie ta stanowcza krytyka po czasie, kiedy już został napisany (a ściślej: ujawniony przez media) oficjalny list. Nagle wszyscy wszystko, co jest potrzebne do osądzenia Sogyala Rinpocze, wiedzą, a wcześniej niczego nie dostrzegli, nawet tego, że nie jest tulku i nie ma formalnego wykształcenia buddyjskiego? Jeśli było wiadomo, to skąd milczenie? Dzongsar w artykule przynajmniej spróbował to milczenie jakoś wyjaśnić.

Chcę być dobrze zrozumiana, wcale nie przeczę, że, być może, najlepszą rzeczą, jaką w tej chwili można zrobić dla buddyzmu tybetańskiego, jest właśnie kategoryczne wykluczenie zeń Sogyala z koronnym argumentem braku niezbędnych kompetencji. Z tą tylko różnicą, że ja sądzę, że nie tylko Sogyal Rinpocze odpowiada za to, co się stało. Zwyczaje i obyczaje przyjęte w kręgach buddyjskich są takie, jakie są. I w gruncie rzeczy, gdy próbuje się ich dotknąć (Dzongsar), powstaje wielki szum.

Naprawdę nie mogę nic innego napisać, jeśli chcę pozostać w zgodzie z samą sobą.


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — sob paź 07, 2017 16:08



Buddyzm Tybetański • Re: Sogyal Rinpocze
07/10/2017
QUOTE:
Maximus,

(...) Ten mój pogląd ani nie jest oczywisty, ani jednoznaczny, podobnie jak artykuł Dzongsara, dlatego powołałam się nań. Do rozprawek, czyli analiz pewnych problemów, przywykłam, zatem mnie nie dziwią. Z mojej strony to wszystko, co mam do powiedzenia.


Pozdrawiam, gt
Mój pogląd jest oczywisty i jednoznaczny - postąpił haniebnie i powinien zostać ukarany. A Dzongsar Rinpocze za próby usprawiedliwiania Sogyala powinien się wstydzić. Dalai Lama wyraził się jasno na temat postępowania Sogyala. W tej sytuacji zastanawia mnie, ile podobnych wykroczeń mają na sumieniu lamowie, którzy w sposób bezpośredni lub pośredni próbują bronić Sogyala.
Z mojej strony to wszystko, co mam powiedzenia, Zielona Herbato

Statystyki: autor: maximus — sob paź 07, 2017 12:34



Buddyzm - dialog • Re: buddyzm a advaita-vedanta
06/10/2017
Polecam artykuł z sasany

http://sasana.wikidot.com/dhamma-i-niedualnosc

Statystyki: autor: Damian907 — pt paź 06, 2017 16:18



Buddyzm Zen • Re: haiku
06/10/2017
pilnego ucznia
nie znajdzie, nie oceni
nawet jego mistrz

Statystyki: autor: amogh — pt paź 06, 2017 14:03



Gompa • Re: Prośba o praktykę w intencji babci
06/10/2017
:serce: :serce:
Wszystkiego dobrego dla babci.

pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — pt paź 06, 2017 13:39



Gompa • Re: Prośba o praktykę w intencji babci
06/10/2017
Om mani peme hung.

Statystyki: autor: amogh — pt paź 06, 2017 09:19



Gompa • Re: Prośba o praktykę w intencji babci
06/10/2017
Tej nocy babcia odeszła we śnie. :( Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia. Będę kontynuował praktykę w jej intencji aby odrodziła się w dobrym miejscu.

Statystyki: autor: Asti — pt paź 06, 2017 07:39



Gompa • Re: Prośba o praktykę w intencji babci
06/10/2017
Tej nocy babcia odeszła we śnie. :( Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia. Będę kontynuował praktykę w jej intencji aby odrodziła się w dobrym miejscu.

Statystyki: autor: Asti — pt paź 06, 2017 07:38



Buddyzm Zen • Re: haiku
06/10/2017
skreślam dzień w kalendarzu
a tu kolejny
dobrze, niech będzie

Statystyki: autor: Diamentum — pt paź 06, 2017 02:57



Gompa • Re: Prośba o praktykę w intencji babci
06/10/2017
Oby dane było Twojej Babci odejść spokojnie w otoczeniu kochających ją osób :serce:

Statystyki: autor: Diamentum — pt paź 06, 2017 02:33



Buddyzm Tybetański • Re: Sogyal Rinpocze
06/10/2017
witam

QUOTE:
:serce: om mani padme hung :serce: Kwanseum Bosal :serce: moc życzeń powrotu do zdrowia :serce:
...przyłączam się :serce: z mej strony:

sem drensem kenpej szitsa czie
dyn ngypo madrub saleła
dy kunzang gongpa jangtag jin
ta a rang goszie ne drolłar sziog

sem drensem kenpej szitsa czie
dyn ngypo madrub saleła
dy kunzang gongpa jangtag jin
ta a rang goszie ne drolłar sziog

sem drensem kenpej szitsa czie
dyn ngypo madrub saleła
dy kunzang gongpa jangtag jin
ta a rang goszie ne drolłar sziog...

pozdrawiam
:14:

ps

kiedy wykorzenimy to, co w umyśle stwarza pamiętanie i myślenie,
staje się całkowicie jasne, że żadne rzeczy trwale nie istnieją
- taka jest prawdziwa mądrość kunzang
a teraz, po rozpoznaniu swej własnej natury, niech się wszyscy wyzwolą!

z praktyki : ''czie - śmiech dakiń.''

istotne bardzo - kunzang tu znaczy: Kuntu Zangmo - żeński aspekt; męski byłby tu : kunzanga, czyli Kuntu Zangpo

Statystyki: autor: kunzang — pt paź 06, 2017 00:00



Buddyzm Tybetański • Re: Sogyal Rinpocze
06/10/2017
witam

poniższy cytat z twarzowej jest, a zamieszczam go ponieważ wiem kto zacz, ów autor cytatu i proponuję zwrócić uwagę na Jego - to z krwi i kości polak, wspominam, bo ten ciąg ''imion nazwisk'' tybetańskich mylącym bywa :oczami: - wizję tej sytuacji.

Tezing Gyurme Pema Dorje, na twarzowej napisał:
''Nie dość że Sogyal Lakhar(jego prawdziwe imię) nie jest żadnym tulku a na pewno nie Lerab Lingpy jak gdzieś tam podawano, nie otrzymał żadnego formalnego buddyjskiego wykształcenia nie skończył żadnej szedry i nie dostał od nikogo pozwolenia na nauczanie,tytuł Rinpocze nadali mu jego zachodni sponsorzy i poplecznicy z Rigpa org. Nie napisał prawdopodobnie nawet słynnej książki "Tybetańska księga życia i umierania" ... To czy komuś pomógł czy nie nie ma w obecnej sytuacji znaczenia,dopuścił się naruszeń prawa i wywołał skandal który rzuca cień na całą buddyjską tradycję Tybetu. Na szczęście Dalajlama w ostatnich wypowiedziach wyraża się jasno na jego temat.''

pozdrawiam
:14:

Statystyki: autor: kunzang — czw paź 05, 2017 23:43



Gompa • Re: Prośba o praktykę w intencji babci
04/10/2017
QUOTE:
Asti, cześć :)

a jakie jest nastawienie babci do buddyzmu? pytam, bo chcę lepiej ją wesprzeć w tym, co teraz może być jej szczególnie potrzebne.

pozdrawiam, gt
:serce:
Cześć GreenTea!

Nie wrogie, ale też nie jest zaangażowana w żaden sposób. To dla niej raczej mój "egzotyczny" pomysł ;-)

Statystyki: autor: Asti — śr paź 04, 2017 14:05



Buddyzm Zen • Re: haiku
04/10/2017
niebo i piekło!
gdzie jesteście, kiedy łza
spada na kamień?

Statystyki: autor: Diamentum — śr paź 04, 2017 10:45



Pytania do Was • Re: Jak na buddyzm zareagowali Twoi rodzice i otoczenie?
03/10/2017
Powiem tak - moi rodzice tolerują bardziej niż popierają to co robię.

Kiedyś powiedziałem ojcu, że w ZEN chodzi o zatrzymanie umysłu i powiedział że to niegłupie (czy też że mądre powiedział). :cooll:
Może to mało wyszukany opis, książek ode mnie pożyczyć nie chcieli i słuchać nie słuchają o medytacji (ot moja fantazja to jakaś niepotrzebna).

Np matka zobaczyła Zwierciadło Uważności na biurku i ją zaciekawiło, pewnie myślała że to o uważności ogólnie a tu cykl czterech bardo. :D
I odłożyła książkę...

To może odzwierciedlać podejście rodziców.

Statystyki: autor: karuna — wt paź 03, 2017 21:39



Gompa • Re: Prośba o praktykę w intencji babci
03/10/2017
Wszystkiego dobrego. :lowe2:

Obrazek

Statystyki: autor: karuna — wt paź 03, 2017 21:13



Gompa • Re: Prośba o praktykę w intencji babci
03/10/2017
Asti, cześć :)

a jakie jest nastawienie babci do buddyzmu? pytam, bo chcę lepiej ją wesprzeć w tym, co teraz może być jej szczególnie potrzebne.

pozdrawiam, gt
:serce:

Statystyki: autor: GreenTea — wt paź 03, 2017 19:42



Buddyzm Theravada • Re: Odradzanie się w theravadzie?
03/10/2017
Witaj,

W buddyzmie therawada nie naucza się o stanie bardo, co nie oznacza oczywiście że on nie istnieje.
Nie ma również instytucji tulku, ponieważ uważa się za cel praktyki zatrzymanie procesu odradzania się (a nie np. wyzwolenie z samsary wszystkich istot), a (nawet) dobrowolne odrodzenie się stoi temu w sprzeczności.

Pozdro,
D.

Statystyki: autor: Damian907 — wt paź 03, 2017 17:05



Buddyzm Theravada • Odradzanie się w theravadzie?
03/10/2017
Czy w theravadzie też się czeka 49 dni na ponowne odrodzenie się tak jak w buddyzmie tybetańskim? I skąd wiadomo, że odrodzi się jako człowiek, tzn. czy jest instytucja tulku w theravadzie?

Statystyki: autor: samadza — wt paź 03, 2017 16:44



Gompa • Re: Prośba o praktykę w intencji babci
03/10/2017
Dzień dobry kochani,

Niestety zdrowie babci się pogorszyło i leży obecnie w oddziale paliatywnym w Łodzi. Lekarze mówią, że zostało jej jedynie kilka dni życia - ponoć żyje tylko dzięki sile woli. Babcia zawsze była przebojową kobietą - jeździła za młodu na motorze, miała pistolet gazowy , jako samotna matka z dwójką małych dzieci rozpoczęła studia i została księgową... i tym razem wydaje się, że nawet śmierć nie jest jej straszna. :-)
Proszę najmocniej o praktykę w jej intencji w najbliższych dniach - przede wszystkim zależy nam, aby mogła przejść bez bólu na drugą stronę i aby odrodziła się w pomyślnych warunkach...

Pozdrowienia,
Asti.

Statystyki: autor: Asti — wt paź 03, 2017 13:51



Buddyzm Zen • Re: haiku
03/10/2017
być to jest święto
nie być jest to przekleństwo
a jednocześnie?

Statystyki: autor: amogh — wt paź 03, 2017 01:53



Buddyzm Bon • Re: Bon i buddyzm?
02/10/2017
witaj

dzięki za wyjaśnienie :)

QUOTE:
Jesli Tamangowie praktykują bon i buddyzm to jest to możliwe z punktu widzenia buddyzmu tybetańskiego (zakładam, że mają jakichś nauczycieli buddyjskich aprobujących to) czy może to tylko miejscowa herezja aprobowana tylko przez nauczycieli yungdrung bon?
bon i buddyzm mieszały się już na stracie /patrz Padmasambhava/, a i dalej w wiekach ciemnych - może to właśnie pokłosie tych czasów. wbrew pozorom bonpo nie aprobują mieszania tradycji, np sarma bon nie jest uważane za bon, tu rozumiane jako yungdrung bon. ale... różni lamowie mogą do tego indywidualnie podchodzić - zgodnie z poglądem, że nie ma różnicy pomiędzy bon a czos.
jak ma się rzecz od strony innych tradycji w ich przypadku, też niestety mogę tu tylko przypuszczać - pewnie podobnie zależy to od danego lamy. no i pojawia się pytanie, jakiej konkretnie szkoły tybetańskiej zabarwienie niesie ów buddyzm Tamangów, czy może żadnej /wtedy cofamy się w wieki ciemne i wcześniej, gdy szkół nie było/.

pozdrawiam
:14:

ps
herezją bym tego nie nazwał - pewnie nie widzą różnicy pomiędzy bon a czos, albo po prostu ich elementy bon sprowadzają się do tzw praktyk szamańskich

Statystyki: autor: kunzang — pn paź 02, 2017 20:46



Buddyzm Bon • Re: Bon i buddyzm?
02/10/2017
QUOTE:
QUOTE:
W Nepalu żyje plemię Tamangów wyznajace buddyzm tybetański z elementami bon => https://pl.wikipedia.org/wiki/Tamangowie
fakt - i co w związku z tym?... nie rozumiem... :89:
Jesli Tamangowie praktykują bon i buddyzm to czy jest to możliwe z punktu widzenia buddyzmu tybetańskiego (zakładam, że mają jakichś nauczycieli buddyjskich aprobujących to) czy może to tylko miejscowa herezja aprobowana tylko przez nauczycieli yungdrung bon nazywających bon - buddyzmem bon (jak to często spotyka się w opisach stron internetowych i książkach Wangyala Rinpocze)?

Statystyki: autor: samadza — pn paź 02, 2017 20:31



Buddyzm Bon • Re: Bon i buddyzm?
02/10/2017
witaj
QUOTE:
Czy owe rozdzielenie 'buddyzm-zen' jest osobistym poglądem Rinpocze, czy ogólnoprzyjętym przez nauczycieli tradycji Bon?
to nie jest tu jakiś pogląd - Rrinpocze mówi różnie, a tu usiłował skonkretyzować tradycję tego nauczyciela nie będąc jej pewnym. podobnie i inni nauczyciele y.b. mówią różnie /raz zen, raz buddyzm zen/.

pozdrawiam
:14:

EDIT
ps
nie jestem tak w stu procentach pewien, ale gdy Rinpocze powiedział, że jakiegoś nauczyciela buddyjskiego, to wtedy z sali padło, że zen, i stąd owo: czy zen

Statystyki: autor: kunzang — pn paź 02, 2017 19:32



Ateneum - rozważania • Re: Ian Stevenson
02/10/2017
QUOTE:
Co sądzicie na temat badań które przeprowadził Ian Stevenson nad przypadkami ludzi którzy pamiętają swoje poprzednie wcielenia ?
Har-Dao w wątku Artykuły do poczytania linkował kiedyś tę wypowiedź Ajahna Brahmavamso:
http://sasana.wikidot.com/reinkarnacja- ... wu-to-samo


Pozdrawiam, gt


Ps. Stevensona już przy różnych okazjach wspominano na forum, można wrzucić w wyszukiwarkę nazwisko i zobaczyć wątki, w których o jego badaniach była mowa.

Statystyki: autor: GreenTea — pn paź 02, 2017 13:35



Ateneum - rozważania • Re: Ian Stevenson
02/10/2017
Wątek przeniesiony z panelu Buddyzm - dialog, pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — pn paź 02, 2017 12:57



Ateneum - rozważania • Ian Stevenson
02/10/2017
Co sądzicie na temat badań które przeprowadził Ian Stevenson nad przypadkami ludzi którzy pamiętają swoje poprzednie wcielenia ? Na ile ich wyniki są zgodne z tym co głosi Buddyzm? Jestem bardzo ciekaw waszych opinii?
QUOTE:
Doktor Ian Stevenson zebrał w swoim archiwum ponad dwa i pół tysiąca dziwnych przypadków z wielu rejonów świata. Przeanalizowawszy dogłębnie wiele z nich uczony doszedł do wniosku, że zjawisko "wspomnień z poprzednich wcieleń" u dzieci, choć trudne do zaakceptowania z racjonalistycznego punktu widzenia, nie było wymysłem.Urodzony w 1918 r. B. Saxena z Bareilly w indyjskim stanie Uttar Pradeś jako dziecko twierdził, że w poprzednim życiu był "białym żołnierzem" o imieniu Artur, który zginął podczas I wojny światowej. Chłopiec, którego charakteryzowały blond włosy oraz jasna cera, wykazywał także europejskie upodobania i ze szczegółami opowiadał o swoim przeszłym wcieleniu. Z kolei mały Cemil Fahrici (ur. 1935) z Antakyi w Turcji opowiadał historie z życia swojego zmarłego krewnego, awanturnika Cemila Haiyka, który strzelił sobie w głowę osaczony przez policjantów. W miejscach, gdzie kula przeszła przez ciało Haiyka, chłopiec posiadał zagadkowe punktowe znamiona. Ma Wan Tar (ur. 1962) z Pyawbwe w Birmie przyszła na świat ze szczątkowymi palcami u dłoni oraz deformacją nadgarstka wyglądająca jak ślad po skrępowaniu liną. W wieku 3 lat zaczęła snuć opowieści o tym, że w poprzednim życiu była japońskim żołnierzem, którego schwytali, przywiązali do drzewa i żywcem spalili birmańscy chłopi…

Szkocki psycholog i lekarz dr Ian Stevenson zebrał w swoim archiwum ponad dwa i pół tysiąca podobnych przypadków z wielu rejonów świata. Dla niektórych stanowiły one niemal namacalny dowód na to, że koncepcja wędrówki dusz jest jak najbardziej realna. Przeanalizowawszy dogłębnie wiele z nich uczony doszedł do wniosku, że zjawisko "wspomnień z poprzednich wcieleń" u dzieci, choć trudne do zaakceptowania z racjonalistycznego punktu widzenia, nie było wymysłem. Chodziło nie tylko o szczegółowe i zgodne z rzeczywistością treści zawarte w opowieściach o minionym życiu, ale również zagadkowe znamiona, które mogły ujawniać, kim dziecko było, zanim przyszło na świat.

Człowiek, który odkrył reinkarnację

Ian Stevenson urodził się w 1918 r. w Montrealu, jako syn szkockiego korespondenta "The Times". Wykształcenie medyczne zdobył w szkockim St. Andrews University oraz na Uniwersytecie McGill w Montrealu. Pracując jako lekarz, zainteresował się medycyną psychosomatyczną oraz substancjami psychoaktywnymi, nad którymi prowadził badania. Pod koniec lat 50., jako pracownik Wydziału Psychiatrii na University of Virginia, zwrócił uwagę na zagadkowe zjawisko zwane "pamięcią z poprzednich wcieleń". Obejmowało ono przypadki, w których ludzie twierdzili, iż posiadają bardzo szczegółowe wspomnienia związane z życiem innych osób.

W następnym dziesięcioleciu w piśmie "Journal of American Society for Psychical Research" poświęconym badaniom nad zjawiskami uznawanymi za nadprzyrodzone, Stevenson opublikował artykuł analizujący przypadki wspomnień reinkarnacyjnych. Jak zauważył, duża ich część pochodziła od małych dzieci, u których aktywowały się one w pierwszych latach życia i zanikały wraz z wkroczeniem w wiek szkolny. Uznał także, że istnieje możliwość zweryfikowania tych opowieści poprzez próbę zidentyfikowania osób, do których wspomnienia te się odnosiły. Dzieci były szczególnie wiarygodnymi świadkami w kwestii reinkarnacji: często mówiły z detalami o rzeczach, których nie mogły rozumieć lub znać, a ich historie nie były obliczone na zysk czy zwrócenie na siebie uwagi, jak to miało miejsce u dorosłych.

Stevenson ustalił kilka cech wspólnych dla wspomnień z poprzednich wcieleń, niezależnie od tego, z jakiego kręgu kulturowego pochodziły. Pisał o nich: "Większość dzieci opowiada o wcześniejszych inkarnacjach z taką intensywnością, a czasem i silnymi emocjami, że dorośli są tym zaskoczeni. Wiele z nich nie odróżnia jeszcze przeszłości z minionego życia od teraźniejszości, dlatego też niekiedy pojawiają się u dzieci stwierdzenia typu: Mam żonę i dwóch synów. […] Opowieści te niemal zawsze zawierają pewne odniesienia do śmierci, jakiej doświadczyły one w poprzednim wcieleniu. Są one częstsze, jeśli śmierć była gwałtowna, zaś rzadsze, jeśli wystąpiła z przyczyn naturalnych".

Większość dzieci posiadających wspomnienia z poprzedniego życia wywodziła się z kultur, w których powszechna była wiara w reinkarnację, choć także i w tych społecznościach były to przypadki uznawane za niezwykle rzadkie. Najwięcej z nich odnotowano w Azji Południowo-Wschodniej, w Indiach, na Bliskim Wschodzie, w Zachodniej Afryce oraz krajach zachodniego kręgu kulturowego. Choć w Ameryce Północnej i Europie było ich znacznie mniej, także i tam na świat przychodziły dzieci ze wspomnieniami z wcześniejszego wcielenia. W swojej ostatniej książce pt. "European Cases of Reincarnation Type" ("Europejskie przypadki typu reinkarnacyjnego", 2003) Stevenson wymienił kilkadziesiąt takich przypadków, w tym m.in. historię Teuvo Koivisto (ur. 1972) z Helsinek, który od dzieciństwa bał się ciemności. Wynikało to, jak twierdził, z doświadczeń z poprzedniego życia, o których zaczął opowiadać w wieku 3 lat. Jego rodzice odnieśli wrażenie, że przekazywane treści odpowiadają relacjom więźniów obozów koncentracyjnych.

Badania opowieści o wspomnieniach z poprzednich wcieleń rozpoczynały się od przeprowadzenia ankiety i ustalenia "minionej tożsamości" dzieci. Według Stevensona, w blisko 70 procentach badanych przypadków udawało się zidentyfikować zmarłe osoby, które były bohaterami ich wspomnień. Niezależnie od pochodzenia kulturowego, przebieg wszystkich przypadków był zwykle podobny: pierwsze przebłyski z poprzednich żywotów pojawiały się między 2. a 4. rokiem życia. Koncentrowały się one zwykle wokół szczegółów z wcześniejszej inkarnacji, rozpamiętywania dawnej rodziny oraz bardzo dokładnych opisów śmierci. Często jej świadomość przekładała się na występujące w nowym wcieleniu fobie. Stevenson odkrył na przykład, że w ok. 65 procentach przypadków dzieci, które twierdziły, iż w poprzednim życiu utonęły, pojawiał się strach przed wodą i pływaniem. Najwięcej kontrowersji wzbudzały jednak te historie, które związane były z występowaniem znamion i deformacji z poprzedniego wcielenia.

Znamiona wędrówki dusz

W wielu przypadkach dzieci przynosiły do nowego życia nie tylko cechy charakteru, ale również pewne ślady fizyczne. Jedna z najbardziej znanych historii opisanych przez dra Stevensona opowiada o tureckim chłopcu Semihu Tutuşmuşie (ur. 1958) ze wsi Şarkonak, który przyszedł na świat ze zdeformowanym uchem i nieprawidłowo wykształconą twarzą. W wieku kilku lat zaczął on opowiadać o życiu Selima Fesliego, który zginął przypadkowo postrzelony w twarz (w okolicach ucha) przez Isę Dirbekliego. Tutuşmuş mówił o sobie jako o Feslim, a także pamiętał imiona "swojej" żony i pięciorga dzieci. Do wciąż żyjącego zabójcy pałał nienawiścią, a nawet próbował go zabić w akcie zemsty.

Inny wysoce nietypowy przypadek wiązał się z Maung Zaw Win Aungiem (ur. 1950) ze wsi Meiktila w Birmie, który przyszedł na świat ze średnio zaawansowaną postacią albinizmu. Gdy tylko nauczył się mówić, zaczął opowiadać o sobie jako amerykańskim lotniku, Johnie Stevenie, którego maszynę Japończycy strącili nad wioską w czasie II wojny światowej. Chłopiec twierdził też, że tęskni za swoją ojczyzną, ubierał się na zachodnią modłę, a u mnichów szukał przebaczenia za wojenne czyny. Najbardziej zaskakujący był jednak wygląd zewnętrzny Maung Zawa, bowiem Birmańczyk wyglądał jak typowy mieszkaniec Europy. Ostatecznie jednak chłopiec zaakceptował swą przynależność etniczną i, jak podaje Stevenson, wykształcił się na lekarza.

Jedno z najbardziej zaskakujących znamion reinkarnacyjnych pojawiło się u Jacinty Agbo (ur. 1980) z Nigerii. Miało ono formę biegnącej wzdłuż potylicy szerokiej bladej szramy wyglądającej jak dawno zagojone rozcięcie. Przypominało to ranę, jaką zadano Nsude Agbo - mężczyźnie, który zmarł w 1970 r. w szpitalu w Enugu po otrzymaniu ciosu w głowę. Dr Stevenson twierdził, że pokaźne znamię dziewczynki nie było jedynym nietypowym elementem jej przypadku. Jacina miała bowiem od małego uważać się za chłopca i robić wszystko "po męsku".

Ma Htwe Win (ur. 1973) ze wsi Kyar-Kan w Birmie przyszła na świat z nietypową deformacją uda, które wyglądało jak mocno ściśnięte sznurem. Jak się okazało, miała na ciele wiele innych znaków szczególnych odpowiadających ranom, jakie zadano człowiekowi o imieniu U Nga Than. Jako dziecko Ma Htwe Win opowiadała rodzicom o morderstwie, którego ofiarą padła w poprzednim wcieleniu. Trzej napastnicy, z których jeden poślubił później żonę zabitego, mieli przed pochowaniem ciała skrępować nogi U Nga Thana liną.

Związki znamion i deformacji z opowieściami o poprzednich wcieleniach miały potencjalnie wielkie znaczenie dla sprawy, przez co Stevenson poddał wiele z nich skrupulatnej analizie, także pod względem medycznym. W przypadkach, w których udało mu się uzyskać dokumentację lekarską, dokonał on porównania ran u zmarłych ze znamionami "reinkarnacyjnych dzieci". Wiele z nich było ze sobą zbieżnych. Ponadto w 18 przypadkach dzieci, które mówiły, że w poprzednim życiu zginęły od postrzału, pojawiały się podwójne znamiona (suge

Buddyzm Bon • Re: Bon i buddyzm?
02/10/2017
QUOTE:
dodam cytacik:
''Ostatnio słyszałem że był w Polsce nauczyciel, buddyjski lub zen (...)" latri Nyima Dakpa Rinpocze
Cześć kunzang,
Czy owe rozdzielenie 'buddyzm-zen' jest osobistym poglądem Rinpocze, czy ogólnoprzyjętym przez nauczycieli tradycji Bon?

Dodam, że jest to kwestia mało istotna, acz zaciekawiła mnie.

Pozdrawiam.

Statystyki: autor: Diamentum — pn paź 02, 2017 06:42



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
02/10/2017
Cześć Agnite, witaj na forum,
QUOTE:
(...) praktyka nie jest trochę pusta ?
Możesz skorzystać z tego https://www.youtube.com/watch?v=F1g0T7Is28A :)

Pozdrawiam :padam:

Statystyki: autor: Diamentum — pn paź 02, 2017 06:07



Buddyzm Tybetański • Re: Sogyal Rinpocze
02/10/2017
https://www.facebook.com/sogyal.rinpoch ... =3&theater

:serce: om mani padme hung :serce: Kwanseum Bosal :serce: moc życzeń powrotu do zdrowia :serce:

Statystyki: autor: Diamentum — pn paź 02, 2017 05:22



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
02/10/2017
QUOTE:
Chodzi mi o to, że następuję oczyszczenie, ale nie widzę tu miejsca na prawdziwie zmierzenie się z tym, co zrobiło się źle.

Cześć, Agniete :)

a co masz na myśli, pisząc "prawdziwe zmierzenie się"? I jeszcze jedno pytanie przyszło mi do głowy: w takim razie, z czego i po co, według Ciebie, podczas pokłonów "oczyszcza się" praktykujący? Nie bardzo rozumiem, co miałaś na myśli, pisząc o "pustości" praktyki. Mogłabyś dojaśnić?


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — pn paź 02, 2017 00:16



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
01/10/2017
Witaj Agniete.
To o czym wspomniałaś jest tylko jednym z aspektów "pokłonów", których - jak to chyba w większości buddyjskich praktyk - jest wiele.
"Pokłony" w szkole Karma Kagyu (i - poprawcie mnie, jeśli źle piszę - także innych szkołach wadżrajany) to popularna, skrótowa nazwa praktyki, która naprawdę nazywa się Przyjęcie Schronienia i rozwijanie Oświeconej Postawy. I ta nazwa określa, co jest w tej praktyce najważniejsze.

Pozdrówka!

Statystyki: autor: Ext — ndz paź 01, 2017 19:48



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
01/10/2017
witamy na forum Agniete :)

QUOTE:
(...) nie uważacie, że ta konkretna praktyka nie jest trochę pusta ? Chodzi mi o to, że następuję oczyszczenie, ale nie widzę tu miejsca na prawdziwie zmierzenie się z tym, co zrobiło się źle.
masz na ten moment podane w polu tradycja: zen - nie uważasz, że zawracanie sobie głowy pokłonami z innej tradycji, już na starcie, w ten sposób właśnie jak to próbujesz uczynić, do tego opierając się na wybranych tylko wyjaśnieniach /co jest podane/, to trochę tak, jakby zaglądać do cudzego talerza i mówić, czego Tobie jest na nim za mało. :oczami:
może jednak lepiej skupić się na swym talerzu, zen zwanym i pozostać przy pokłonach w ramach tej tradycji, no i jeśli już, to je właśnie opiniować, a innym tradycjom dać wolność od swych opinii/?/ :)

pozdrawiam
:14:

Statystyki: autor: kunzang — ndz paź 01, 2017 17:24



Dharma/Dhamma • Re: Pokłony
01/10/2017
Hej. Jako, że jestem początkująca i dopiero wchodzę w świat praktyki, mam w związku z tym wiele pytań a przede wszystkim wątpliwości. Opierając się na poniższym cytacie: "Przede wszystkim musimy wiedzieć, dlaczego robimy pokłony. Nie czynimy tego, by się komukolwiek przypodobać, nie robimy tego również dla Buddy. Takie wyobrażenie o praktyce jest całkowicie błędne. Budda nie jest bogiem tego świata. Kłaniamy się, by oczyścić wszelkie sytuacje z przeszłości, w których nie okazaliśmy innym szacunku." http://www.diamentowadroga.pl/dd18/poklony nie uważacie, że ta konkretna praktyka nie jest trochę pusta ? Chodzi mi o to, że następuję oczyszczenie, ale nie widzę tu miejsca na prawdziwie zmierzenie się z tym, co zrobiło się źle.

Statystyki: autor: Agniete — ndz paź 01, 2017 16:11



Buddyzm Zen • Re: haiku
01/10/2017
Mieszkam na dnie kielicha,
kielich wypełnia się ciemnością po brzegi,
wtedy zapalają się gwiazdy.

Statystyki: autor: fifi — ndz paź 01, 2017 04:39



Buddyzm Zen • Re: Pytania, książki i zen
30/09/2017
witaj

QUOTE:
Pytanie - jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
jak dla mnie, to nasze zdanie jest tu bez znaczenia, i tak przeważa tendencja nawykowa i idzie się za określonymi radami, przy tak wszem i wobec postawionym pytaniu /do tego, owe rady mogą rodzić jeszcze więcej pomieszania/.

jest tak - masz podaną szkołę, której hołdujesz i w związku z tym, proponuję Tobie udać się z tym pytaniem bezpośrednio do jakiegoś nauczyciela dharmy z Twej tradycji ...a nie polegać na ananimowym forum :)
zakładam, że to ważne dla Ciebie jest bardzo.

pozdrawiam
:14:

Statystyki: autor: kunzang — sob wrz 30, 2017 14:10



Buddyzm - dialog • Re: Michaela Pawlik o buddyzmie
30/09/2017
witaj
QUOTE:
(...) Kościół zafrapowany nieustanną potrzebą wywalczania sobie przestrzeni niezbędnej do życia, zmuszony był przez lata długie (tak to rozumiem) odkładać na plan dalszy realizację idei zawartej w przykazaniu miłości, istotniejszy okazywał się bój o jedynego Boga. Upraszczam, wiem, ale z grubsza tak mi się to mniej więcej dzisiaj układa w kontekście wykładów siostry MP.
...na to wychodzi - niestety, pragnienie przestrzeni jest nienasycone /gdyż śujata - tu do przestrzeni w kontrze - niesie przerażenie, mawiają/, a złudzenie, iż zawładnięcie przestrzenią /wymiarów wszelkich, istot ludzkich/ da stałe poczucie bezpieczeństwa, tym, którzy się lękają, ma swój urok :oczami:

pozdrawiam
:14:

ps
tak alegorycznie się bawię, nie to, że bredzę :zawstydzony:

ps ps
zmieniłem tytuł tematu z: ''Michaela Pawlik o buddyźmie''; na: ''Michaela Pawlik o buddyzmie'' - by pisownia była poprawna

Statystyki: autor: kunzang — sob wrz 30, 2017 13:33



Buddyzm - dialog • Re: Michaela Pawlik o buddyzmie
30/09/2017
QUOTE:
(...) to była przestrzeń synkretyzmów religijnych i wzajemnej religijnej tolerancji (...)

No właśnie, i przez tę tolerancję istniała możliwość, że cesarstwo rozejdzie się w szwach. Wymyślono więc kult cesarza jako element scalający, a potem zastąpiono go chrześcijaństwem. Idea miłości bliźniego i lęk przed Bogiem dawały największą gwarancję względnej stabilności cesarstwa. Ale, jak to mówią, co ma wisieć, nie utonie, cesarstwo i tak się rozpadło, jednak sam pomysł przetrwał, bo z czasem na terenach dawnych posiadłości rzymskich narodziły się pierwsze zalążki tego, co nazywamy państwem kościelnym i papiestwem. Późniejsza historia Europy to już tylko ciągłe walki o dominację między władzą świecką i kościelną. W gruncie rzeczy jesteśmy spadkobiercami tych walk. Kościół zafrapowany nieustanną potrzebą wywalczania sobie przestrzeni niezbędnej do życia, zmuszony był przez lata długie (tak to rozumiem) odkładać na plan dalszy realizację idei zawartej w przykazaniu miłości, istotniejszy okazywał się bój o jedynego Boga. Upraszczam, wiem, ale z grubsza tak mi się to mniej więcej dzisiaj układa w kontekście wykładów siostry MP.


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — sob wrz 30, 2017 13:17



Buddyzm - dialog • Re: Michaela Pawlik o buddyzmie
30/09/2017
witaj

QUOTE:
Z tąd wyciągam w niosek że ten setnik wcale nie wyznawał Judaizmu
setnik judaizmu nie wyznawał, tak jak z punktu widzenia chrześcijaństwa /co reprezentuje nowy testament, który cytujesz/ nie wyznawał go także Jezus - wręcz odwrotnie, mamy tu wyznanie wiary setnika w stronę tego, co reprezentuje sobą Jezus, ku zawstydzeniu izraelitów w moc ich wiary ku temu. a manifestacją tego, iż wiara w to czyni cuda, jest uzdrowienie sługi /który jest tu tylko pionkiem - liczy się tu setnik i jego wyznanie wiary/.


QUOTE:
W przytoczonym fragmencie Ewangelii uzdrowił poganina...
na jakiej podstawie tak twierdzisz?
...z przytoczonego przez Ciebie tutaj cytatu, nic takiego jednoznacznie nie wynika, można sobie gdybać i równie dobrze powiedzieć, iż ów sługa był wyznawcą tego, co głosił Jezus.

pozdrawiam
:14:

EDIT
ps
ale wiesz, by było zabawniej, to na swój prywatny użytek uważam, iż Jezus /w ciemno zakładam, że żył/, miał prawdopodobnie dużą tolerancję dla wyznawców innych poglądów niż on, co dziwnym w tamtej przestrzeni nie było - to była przestrzeń synkretyzmów religijnych i wzajemnej religijnej tolerancji /której ducha, Jezus mógłby być reprezentantem/ z jednej strony, a z drugiej, wstępował właśnie okres kształtowania się nowych monoteizmów i dążenie do ustanawiania ich ponad tym, co zastane... żartem można by rzec, iż zapoczątkowali ową ''mojszość'' boscy cesarze, którzy nie mieli nic przeciw innym bóstwom, o ile ponad nie sami wykraczali, i którzy nowych monoteistów eliminowali /nie tyko chrześcijan/, by następnie na bazie jednej z nowych religii monoteistycznych, swą władzę ustanowić nad dostępnym im światem /w imię boże rzecz jasna, bo w imię własne się nie udało/

Statystyki: autor: kunzang — sob wrz 30, 2017 00:05



Dharma/Dhamma • Re: Duchy zmarłych a buddyzm
29/09/2017
witam
QUOTE:
QUOTE:
QUOTE:
czym się żywią wg spirytyzmu duchy zmarłych ludzi?
Nie muszą niczego spożywać bo nie mają już ciała materialnego. A skąd takie pytanie?
pewnie liczył, iż napiszesz że energią kosmiczną, która ich utrzymuje przy życiu, tzn. duchy niedoskonałe energią złą, a dobre energią dobrą :hyhy:
wychodzi na to, że jednak nie, ale... jest jeszcze - bramka nr 2!... ta dam! :)
znaczy:
QUOTE:
QUOTE:
Istoty które pojawiają się we śnie czy na seansach spirytystycznych pochodzą ze świata głodnych duchów czyli pretów :)
Pobyt w świecie pretów może trwać wiele eonów.
jesteś pewien, że to buddyzm, a nie hinduizm? :oczami:
na co tutaj, pewnie liczę? :oczami:

pozdrawiam
:14:

Statystyki: autor: kunzang — pt wrz 29, 2017 21:52



Dharma/Dhamma • Re: Duchy zmarłych a buddyzm
29/09/2017
witam

QUOTE:
QUOTE:
czym się żywią wg spirytyzmu duchy zmarłych ludzi?
Nie muszą niczego spożywać bo nie mają już ciała materialnego.
no tak, nie mają ciała materialnego, stąd zwiemy je duchami i są one inaczej niż my uwarunkowane.
...a zatem - mamy tu różnicę w podejściu do duchów zmarłych istot ludzkich, kardynalną.
od strony tybetu, rzecz ma się tak:

''(...)
Ważne jest przejrzyste utrzymywanie w umyśle łączności z duchem [chodzi o osobę zmarłą, ale tyczy się i innych duchów - przyp. kunzang]. (...) Czasem duchy są zagubione, potrzebują pomocy. Nie możecie im niczego ofiarować. Tym czego naprawdę potrzebują duchy jest dym. Interesujące jest to, że my pragniemy formy, jesteśmy materialistami. W przeciwieństwie do naszego materialnego świata, świat duchów, to świat dymu. Rozumiecie? Jeśli coś spalicie, duchy za pośrednictwem dymu otrzymają wszystko, czego zapragną. To ciekawe, że jeśli przykładowo, przyjrzycie się swojemu umysłowi, w jednym momencie możecie powiedzieć, że czujecie się cudownie a już w następnym poczujecie się fatalnie. Raz czujemy wielką przejrzystość a już za chwilę popadamy w pomieszanie. Te dwa doświadczenia są całkowitym przeciwieństwem, a jednocześnie oba są waszym umysłem. Tak różne doświadczenia, a jeden rodzaj jakości. Na tej samej zasadzie mówimy, że sól różni się od cukru, ale zarówno cukier jak i sól posiadają formę. Podobnie jest z dymem. Być może wy nie myślicie w ten sposób, ale w świcie duchów istnieje wiele rodzajów dymu. Niektóre z nich są niezwykle dobre, inne niezwykle szkodliwe.
W różnych światach zamieszkałych przez czujące istoty przeważa inny rodzaj postrzeganych zmysłowo przedmiotów. Jeżeli o nas chodzi, nikt nie ma wątpliwości co do tego, że pozostajemy pod ogromnym wpływem wizji, jesteśmy podporządkowani obiektom postrzeganym za pomocą zmysłu wzroku. Kiedy przez cały dzień nie otworzycie oczu, zdacie sobie sprawę, jak bardzo nasze istnienie jest związane z postrzeganiem światła, form i kolorów. Ludzie, którzy przeżyli odosobnienie w ciemności wiedzą, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od doświadczeń wzrokowych i od świata obrazów. Podobnie duchy są związane z zapachem i dymem. Dlaczego palimy kadzidła w kościołach i świątyniach? Ponieważ tamten świat potrzebuje dymu. Szczególnie w tradycji tybetańskiej, a być może przede wszystkim w tradycji bon, rozróżniamy wiele rodzajów dymu. Są dymy, które rozśmieszą ducha, a są też takie, które doprowadzą go do łez. Jest trzynaście rodzajów trujących roślin i minerałów, takich jak np siarka. Nazywamy je tugdze. Na początku praktyk rytualnych pali się odrobinę tych substancji aby odpędzić złe duchy. Sami wiemy, że w przypadku komarów całkiem nieźle to działa. Nie możemy powiedzieć: komary odejdźcie proszę! Ale wystarczy odrobina dymu, którego zapachu komary nie lubią i już ich nie ma. Oczywiście komary to nie duchy ale zasada jest ta sama. Niektóre dymy przywabiają duchy a inne mogą je odstraszyć. W tradycji tybetańskiej, w wielkich rytualnych sekwencjach, palenie kadzidła stanowi ważną część inwokacji. Również kiedy przybywa lama, ktoś niesie przed nim palące się kadzidło. Paląc kadzidła w świątyni zapraszamy bóstwa. Tak czy inaczej, jeśli to do was przemawia, zalecałbym po śmierci osoby z którą macie silny karmiczny związek, przez czterdzieści dziewięć dni palić codziennie wieczorem odrobinę jedzenia. Bierzemy tylko trochę różnych pokarmów, nie chcemy przecież zadymić całego domu, chyba, że zależy nam na tym, by zaprosić duchy jednocześnie pozbywając się pozostałych współmieszkańców. Jeśli o to wam chodzi, spalcie dużo pokarmu, jeśli nie, wystarczy tylko trochę. Powtarzajcie to przez czterdzieści dziewięć dni.''

cytat zaczerpnięty z komentarza Tenzina Wangyala Rinpocze, do praktyki ''Poła''

QUOTE:
A skąd takie pytanie?
przed zadaniem tego pytania przedstawiłem w czym rzecz /czym ono jest powodowane/, ale znać, niejasno się wyraziłem :zawstydzony: tak więc postaram się ując to jaśniej:
gdy poprzez pryzmat szamanizmu /nawet tak generalnie/ i buddyzmu tybetańskiego na spirytyzm patrzę, to widzę: na temat duchów ludzi zmarłych, ot jakąś tam intelektualną fantazję, w której bodhiczitty nie uświadczysz.

pozdrawiam
:14:

EDIT
ps
gwoli przypomnienia:
QUOTE:
jakby to dziwnie nie zabrzmiało, to gdy poprzez pryzmat szamanizmu tybetańskiego /wg bonpo/ na spirytyzm patrzę, to postrzegam ''technokratyczne podejście'' do duchów - i antropozoficzne podejście /spirytyzm mógłby tu się wiele nauczyć od shinto/ - które zaciemnia tyczące się tych istot realia i tworzy jakąś oderwaną wizję, o nich na ich temat... to zakrawa na jakieś fantazje /co, wiem, brzmi uroczo w tym kontekście/ :oczami:

ujmę to tak, zacznijmy od podstaw - proszę, powiedz mi, tak konkretnie, nie odwołując się do czegoś ogólnego: czym się żywią duchy istot ludzkich zaraz po śmierci /na przestrzeni kilku, do kilkudziesięciu tzw dni/ wg spirytyzmu?

Statystyki: autor: kunzang — pt wrz 29, 2017 21:29



Dharma/Dhamma • Re: Duchy zmarłych a buddyzm
29/09/2017
off, o którym powyżej napisała Green Teea, został wydzielony i przeniesiony w wymiar tematu o duchach, do którego podała link

Statystyki: autor: kunzang — pt wrz 29, 2017 20:54



Dharma/Dhamma • Re: Duchy zmarłych a buddyzm
29/09/2017
Hej,

ostatnie dwa posty mają się nijak do buddyzmu, a jesteśmy w panelu Dharma/Dhamma. Przypominam też, że wątek "Duchy" już istnieje w Caffe Off Topic tutaj. Nie piszę, co prawda, na zielono (jako moderator), ale weźcie pod uwagę, że zmierzacie raczej w stronę offa. Jeżeli miało nastąpić jakieś porównanie spirytyzmu z buddyzmem, to dobrze byłoby porównać w taki sposób, żeby nie zamienić tematu na spirytyzm.


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — pt wrz 29, 2017 18:11



Buddyzm Zen • Pytania, książki i zen
29/09/2017
Cześć Wam,
Tak sobie medytuje (bez żadnej szczególnej techniki). Zwykle - czasem dłużej, czasem krócej - wchodzę w stan tu-i-teraz, 'pływam' (odnoszę się do uczucia towarzyszącego wyjściu z basenu) lub coś podobnego.
Rozważam udział w YMJJ, jednym z jego elementów jest rozmowa z mistrzem. I dumam nad tym o czym z nim rozmawiać. Im więcej pytań mam, tym bardziej zdaje sobie sprawę jak banalne one są. Że odpowiedź na nie dostanę w trakcie medytacji, to tylko kwestia czasu (i mojej gotowości).
Tak samo myślę o książkach. Poczytam sobie, znajdę odpowiedzi. Jednocześnie - uprzedzę się i zacznę myśleć lub wyczekiwać tego o czym piszą autorzy.
Trust yourself, hear yourself ... Coś po co tu przyszedłem.

Pytanie - jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Statystyki: autor: T4ng10r — pt wrz 29, 2017 15:15



Buddyzm - dialog • Re: Michaela Pawlik o buddyźmie
29/09/2017
W przytoczonym fragmencie Ewangelii uzdrowił poganina...

Statystyki: autor: Hansel — pt wrz 29, 2017 09:11



Buddyzm - dialog • Re: Michaela Pawlik o buddyźmie
29/09/2017
QUOTE:
Z tego co wiem to Jezus wcale nie był uprzedzony do wyznawców innych niż on Religii.

Sądzę, że tutaj nie chodzi o kwestię stosunku do innych religii, a o dekalog. Jezus zbawia przecież tych, którzy nie radzą sobie z dekalogiem, a tam wyraźnie stoi, że Bóg jest jeden. Więc zdziwiłabym się, gdyby chrześcijanin myślał inaczej. Twoje przypowieści pokazują raczej brak agresji, o której pisałeś wyżej, w stosunku do tych, co nie są chrześcijanami. I to również jest dekalog, jednak jakoś wyjątkowo trudny do zrealizowania w tym punkcie, łatwiej przychodzi podkreślać jedyność Boga i na dodatek, w sposób budzący wiele lęków i poczucia winy. A przecież od bojaźni był dawny Bóg, nie ten w chwili przyjścia Jezusa na świat.


Poczytaj sobie różne dyskusje w temacie Dominus Jesus a dialog ekumeniczny i międzyreligijny, na pewno coś znajdziesz w necie. Jakby ich nie czytać, wygląda na to, że nawet wolność sumienia nie pozbawia Jezusa monopolu na zbawczość, czyli w najlepszym wypadku można sobie wierzyć, w co się chce (byleby być uczciwie przekonanym, że to pozostaje w zgodzie z sumieniem), a i tak decyzje podjęte zostaną przez "jedynego zbawiciela".



Pozdrawiam, gt


Ps. Zauważ, że właśnie na Dominus Iesus powołuje się siostra MP.

Statystyki: autor: GreenTea — pt wrz 29, 2017 01:15



Dharma/Dhamma • Re: Duchy zmarłych a buddyzm
28/09/2017
QUOTE:
QUOTE:
czym się żywią wg spirytyzmu duchy zmarłych ludzi?
Nie muszą niczego spożywać bo nie mają już ciała materialnego. A skąd takie pytanie?
pewnie liczył, iż napiszesz że energią kosmiczną, która ich utrzymuje przy życiu, tzn. duchy niedoskonałe energią złą, a dobre energią dobrą :hyhy:

Statystyki: autor: Rafus — czw wrz 28, 2017 22:20



Buddyzm Mahajana • Re: Historia Buddyzmu Koreańskiego
28/09/2017
QUOTE:
Serdeczności dla wszystkich :-)
:ok:
Witaj na forum :)

Statystyki: autor: leszek wojas — czw wrz 28, 2017 12:19



Buddyzm Mahajana • Re: Historia Buddyzmu Koreańskiego
28/09/2017
QUOTE:
Z buddyzmem w Korei Płd. nie jest tak źle, około 22% społeczeństwa to buddyści (katolicyzm i protestantyzm - około 29%), a bezwyznaniowcy (połowa ludności) rozumiem, że buddyzm mają rozsiany gdzieś w genach. ;)
Jeśli chodzi o odsetek buddystów w Korei, różne źródła podają różne wartości. Skrajne to 43% w 2005 roku http://www.korea.net/AboutKorea/Korean-Life/Religion i 15,5% w 2015 https://en.m.wikipedia.org/wiki/Religio ... prov=sfla1
Dużo tu zależy oczywiście od metody badania. W przypadku wierzeń religijnych trudno o "twarde" narzędzia, więc przeważnie decydujące są deklaracje badanych. Nie wiemy jednak, jakimi kierują się kryteriami. A możliwe są różne: uczestnictwo w obrzędach (jakich i jak często?); identyfikacja społeczna ("jestem z buddyjskiej rodziny"); akceptacja dogmatów (niektórych, większości, wszystkich?). Co zrobić z dwureligijnością?
QUOTE:
wiesz, nie byłam pewna, którego ducha w tej książce więcej, bo równie dobrze ten chrześcijański mógł się przejawić, choć czuję gdzieś pod skórą wyraźnie klimaty buddyjskie.
Jesli chodzi o Heekyong Kim, autorkę Maum, to jest ona buddystką, podobnie zresztą jak wydawca książeczek ilustrowanych przez Chmielewską.
QUOTE:
Cześć, Beala, witaj na forum :)
Serdeczności dla wszystkich :-)

Statystyki: autor: beala — czw wrz 28, 2017 08:50



Dharma/Dhamma • Re: Duchy zmarłych a buddyzm
28/09/2017
QUOTE:
czym się żywią wg spirytyzmu duchy zmarłych ludzi?
Nie muszą niczego spożywać bo nie mają już ciała materialnego. A skąd takie pytanie?

Statystyki: autor: Hansel — czw wrz 28, 2017 08:20



Buddyzm - dialog • Re: Michaela Pawlik o buddyźmie
28/09/2017
QUOTE:
witaj
QUOTE:
Z tego co wiem to Jezus wcale nie był uprzedzony do wyznawców innych niż on Religii.
ciekawe. są jakieś zapisy kanoniczne na ten temat?.... mógłbyś podać jakiś cytat /przykład/?
Np opowiedział kiedyś przypowieść o Dobrym Samarytaninie https://www.youtube.com/watch?v=LHt3NJm_1Zc

Poza tym wysłuchał prośby Setnik z Kafarnaum

,,1 Gdy Jezus dokończył wszystkich tych mów do ludu, który się przysłuchiwał, wszedł do Kafarnaum. 2 Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. 3 Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę. 4 Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: «Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył – mówili – 5 miłuje bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę». 6 Jezus przeto wybrał się z nimi. A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół z prośbą: «Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. 7 I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony. 8 Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: „Idź!” – a idzie; drugiemu: „Chodź!” – a przychodzi; a mojemu słudze: „Zrób to!” – a robi». 9 Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i zwracając się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: «Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu». 10 A gdy wysłani wrócili do domu zastali sługę zdrowego.,,

http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=322

Z tąd wyciągam w niosek że ten setnik wcale nie wyznawał Judaizmu

Statystyki: autor: Hansel — czw wrz 28, 2017 08:14



Buddyzm Mahajana • Re: Historia Buddyzmu Koreańskiego
28/09/2017
witaj
QUOTE:
(...) a bezwyznaniowcy (połowa ludności) (...)
...tu jest haczyk, czyli koreański szamanizm :oczami:

pozdrawiam
:14:

Statystyki: autor: kunzang — czw wrz 28, 2017 01:03



Buddyzm Mahajana • Re: Historia Buddyzmu Koreańskiego
28/09/2017
QUOTE:
Skojarzenie tej książki z historią buddyzmu koreańskiego nie jest wcale nie na temat - pokazuje ona coś, co jest istotną cechą soenu: spontaniczność i związek z codziennym życiem. A poniewaz soen nie wypracował własnych form estetycznych (w przeciwieństwie do japońskiego zenu), pozostał otwarty na nowe, świeże formy wyrazu

Cześć, Beala, witaj na forum :)

wiesz, nie byłam pewna, którego ducha w tej książce więcej, bo równie dobrze ten chrześcijański mógł się przejawić, choć czuję gdzieś pod skórą wyraźnie klimaty buddyjskie. Ale jest też druga książka, co do której nie mam już absolutnie żadnych wątpliwości: Room in the heart, Bium

QUOTE:
BIUM to koreańskie słowo, oznaczające pustkę (w naszej kulturze to słowo ma negatywne konotacje) - a raczej wolne miejsce w sercu, gotowość do wypełnienia tego "wolnego miejsca". Otwarcie się - odwrotność zachłanności i łakomstwa związanego z nieustanną konsumpcją. Trudne słowa, ale książka jest niezwykle prosta i to w prostocie jest leży jej siła.

cytat z blogu Poza rozkładem

Emptiness, how does the word make you feel?



Pozdrawiam, gt


Ps.
Z buddyzmem w Korei Płd. nie jest tak źle, około 22% społeczeństwa to buddyści (katolicyzm i protestantyzm - około 29%), a bezwyznaniowcy (połowa ludności) rozumiem, że buddyzm mają rozsiany gdzieś w genach. ;)

Statystyki: autor: GreenTea — czw wrz 28, 2017 00:57



Buddyzm - dialog • Re: Michaela Pawlik o buddyźmie
28/09/2017
witaj
QUOTE:
Z tego co wiem to Jezus wcale nie był uprzedzony do wyznawców innych niż on Religii.
ciekawe. są jakieś zapisy kanoniczne na ten temat?.... mógłbyś podać jakiś cytat /przykład/?
pytam, bo ze swej strony wiem tyle, że innymi religiami nie zawracał sobie głowy /obracał się w formach judaizmu i przy nich pozostał, reformując podejście do boga, jak i boga jako takiego - pośród pobratymców mu się nie udało, ale przyswoił sobie to świat zachodu w owej formie zreformowanej/. trudno na tej podstawie wnioskować, czy był, czy też nie, uprzedzonym do wyznawców innych religii /czy innych religii jako takich/ - a synkretykiem przecież nie był.

pozdrawiam
:14:

Statystyki: autor: kunzang — czw wrz 28, 2017 00:21



Buddyzm Mahajana • Re: Historia Buddyzmu Koreańskiego
27/09/2017
QUOTE:
Być może nieco odjadę w temacie, ale nie tak znowu bardzo. Przypomniała mi się niesamowita polska ilustratorka, której książki obrazkowe dla dzieci świetnie się sprzedają w Korei Południowej, wydała ich tam już około czternastu. I według mnie, książki te przeniknięte są do cna medytacyjną atmosferą, a w jednej z nich – Maum, dom duszy - znalazłam obraz osoby medytującej (sorry, że nie w pionie) z podpisem (w przekładzie polskim): Nie wiem. Tak trudno pojąć, czym jest dusza
Cudowna, niezwykła książka! Dla mnie najbardziej niezwykłe w niej jest to, że każdy z czytelników jest zaproszony do tworzenia jej własnej wersji, przez obracanie jej, poruszanie jej stronami "jak skrzydłami", kołysanie jej jak dziecka...W ten sposób tworzy portret własnej duszy, bo w tej książce "można przejrzeć się jak w lustrze" i niemal dosłownie, i w przenośni :-)

Skojarzenie tej książki z historią buddyzmu koreańskiego nie jest wcale nie na temat - pokazuje ona coś, co jest istotną cechą soenu: spontaniczność i związek z codziennym życiem. A poniewaz soen nie wypracował własnych form estetycznych (w przeciwieństwie do japońskiego zenu), pozostał otwarty na nowe, świeże formy wyrazu

Statystyki: autor: beala — śr wrz 27, 2017 21:51



Buddyzm Mahajana • Re: Historia Buddyzmu Koreańskiego
27/09/2017
QUOTE:
QUOTE:
Samsung, to koreańska marka, z pewnością wielu ją ma w domu lub w kieszeni. Czy to cokolwiek mówi o buddyzmie?
Interesujące w gruncie rzeczy pytanie. (...)


Być może nieco odjadę w temacie, ale nie tak znowu bardzo. Przypomniała mi się niesamowita polska ilustratorka, której książki obrazkowe dla dzieci świetnie się sprzedają w Korei Południowej, wydała ich tam już około czternastu. I według mnie, książki te przeniknięte są do cna medytacyjną atmosferą, a w jednej z nich – Maum, dom duszy - znalazłam obraz osoby medytującej (sorry, że nie w pionie) z podpisem (w przekładzie polskim): Nie wiem. Tak trudno pojąć, czym jest dusza.


Obrazek

http://czytusieczyta.pl/maum-dom-duszy- ... mielewska/

QUOTE:
Co znaczy koreańskie słowo maum?

- Dom duszy - miejsce, gdzie mieszka umysł, słowo nieprzekładalne na polski, a bardzo popularne w Korei. Termin jest wieloznaczny, każdy może rozumieć go na swój sposób. Książka, którą zilustrowałam, to jedna z interpretacji tego słowa: metafora duszy jako architektury domu. Dlatego chciałam, żeby sama książka w jakimś sensie przypominała konstrukcję budynku. Wykorzystałam niewdzięczne dla każdego ilustratora i wydawcy zgięcie książki, by stworzyć coś w rodzaju animacji. Ilustracje zmieniają się w zależności od tego, pod jakim kątem otwieramy kolejne strony
.

Powyższy cytat pochodzi z któregoś z wywiadów w gw, natomiast niżej cytuję fragment innej rozmowy, do której zdecydowałam się podać także link, bo bardzo ciekawie przedstawiona zostaje w niej edukacja Koreańczyków. Padły tu m.in. takie słowa: Koreańczycy zarówno uczą się jak i pracują w inny, bardziej dogłębny niż my tu w Europie sposób. O wiele bardziej wydajnie, jakby mieli inny genotyp. I ja osobiście jestem przekonana, że stoi za tym właśnie tradycja medytowania, również za szczególnym upodobaniem do niezwykłych książek obrazkowych, w których słowa albo w ogóle zanikają, albo ograniczone są do minimum, być może również za... wspomnianym Samsungiem.


QUOTE:
Koreańskie społeczeństwo jest bardziej egalitarne czy rozwarstwione tak jak w Polsce?

Mam wrażenie, że to społeczeństwo jednoczy się w pracy. Od człowieka zamiatającego z uwagą ulicę po redaktora w wydawnictwie wszyscy starają się pracować najlepiej jak potrafią, są skupieni, uważni (choć naturalnie potrafią też świętować i w bardzo ekspresyjny sposób bawić się, nawet tańczyć na ulicach w urodziny Buddy).

(...)

Czy w Korei jest zainteresowanie polską kulturą?

Koreańczycy są w ogóle bardzo ciekawi świata odmiennego od ich kultury, mimo że do swojej tradycji mają stosunek niemalże nabożny. Szukają też alternatywy dla wszechobecnej tam mody amerykańskiej. W tradycję tego narodu wpisane jest nieustanne samodoskonalenie i edukacja. Nauka i sztuka to są dwie społeczne wartości wyjątkowo przez Koreańczyków cenione
.

(...)

Dodam, że tam nauczyciel zarabia bardzo dobrze i jest traktowany jak autorytet. Niemal mistrz, co również było dla mnie dużym zaskoczeniem.

Dzieci kończą naukę o północy


Pozdrawiam, gt

Statystyki: autor: GreenTea — śr wrz 27, 2017 20:07



Buddyzm Mahajana • Re: Historia Buddyzmu Koreańskiego
27/09/2017
QUOTE:
Z całym szacunkiem, ale czy każdy kto był lub pojedzie do Korei będzie wiedział o tym, czym jest buddyzm koreański?
Wacław Sieroszewski był nie tylko pisarzem, lecz także podróżnikiem i cenionym etnografem. Korei poświęcił całą książkę; fragmenty na temat buddyzmu koreańskiego można przeczytać tu: http://www.zen.warszawa.pl/buddyzm-kore ... zewskiego/

Jak na swoje czasy miał dużą wiedzę, a przy tym był bystrym obserwatorem. Pisał między innymi o kwestiach, które we współczesnym oficjalnym przekazie sang koreańskich są pomijane milczeniem. Warto to wykorzystać jako naprowadzenie i inspirację do dalszych poszukiwań. Na ten temat pojawiają się już gdzieniegdzie wzmianki, a nawet kilka artykułów :-)

Statystyki: autor: beala — śr wrz 27, 2017 17:24



Gdzie jest EGO? > PL > Forum >
Share: Facebook Google Twitter
Shortlink: http://www.e-budda.pl/link/347828 sLink